Jest jeszcze ciemno…
Czwarta rano… nie mogę zasnąć…
O trzeciej pies zrobił pobudkę, domagając się nagłego wyjścia na dwór… Wytrzymaj – pomyślałam tylko, ubierając się w ciemnościach. Nie wytrzymał. Zamiast się zezłościć, skupiłam się na wdzięczności, że mąż wstał, pomógł posprzątać i przyspieszyć moje wyjście…
Spacer w czeluściach nocy, bo trzeba… Nikt nie pyta, czy mi się chce… Chcieć to można czekoladkę, jak cię częstują… Nauczyłam się, że życie najczęściej nie pyta o chcenie, tylko stawia w sytuacjach, gdzie zwyczajnie coś należy… wziąć na klatę, zadziałać, wysłuchać, stawić się… a czasem odpuścić…
Ostatni tydzień obfitował w trudy…
Zadania ponad siły… trudne rozmowy z ważnymi dla mnie ludźmi… mieszczenie emocji swoich i cudzych… szukanie odpowiednich słów… trudne decyzje… przyjęcie bólu drugich… towarzyszenie, gdy niewiele mogę… działanie, na ile mogę…
Odczuwam ciężar tych dni, pozwalam sobie czuć przytłoczenie, daję sobie prawo, by rzeczy mnie przerastały i…
Niezmiennie, świadomie decyduję się celebrować to wszystko, co piękne…
Siedzę w ciemnościach i delektuję się kawą, którą ukochany przygotował na rano w termosie… wtulam się w narożnik kanapy, która za każdym, gdy na niej siadam, wywołuje we mnie radość… patrzę na choinkę mrugającą do mnie okiem w czerni nocy… podziwiam cienie gałęzi na oknie… wsłuchuję się w równe pochrapywanie „moich”… odtwarzam w głowie obrazy z pieczenia pierników poprzedniego dnia i myślę, jak to dobrze, że mam dla kogo i z kim je upiec…
Lubimy iść w białe albo czarne… zapominamy o tym, że w codzienności dominuje szarość… kiedy biel miesza się z czernią w dowolnych proporcjach…
Jak to jest, że tak łatwo pozwalamy bieli się zbrudzić czernią – dajemy zgodę, by jedno trudne zdarzenie przekreśliło wszystkie dobrodziejstwa danego dnia, natomiast w przedziwny sposób nie stosujemy takiej prawidłowości w druga stronę? A co, gdyby pozwolić bieli rozświetlić otchłań czerni? Co, gdyby się zgodzić, by jedna dobra chwila zakończyła trudną passę dnia i była początkiem dobrego?
Czy potrafimy dostrzegać piękno pośród bólu? Czy odważymy się wyławiać dobre momenty jak drogocenne brylanty pośród popiołu? Czy możemy pozwolić na współistnienie w nas wszystkiego, co jest ludzkim doświadczeniem?
Dualizm…
Lekkość przeplatana ciężarem…
Słodycz zaprawiona dziegciem…
Niepewność okraszona ufnością…
Ból znieczulany błogością…
Strach w towarzystwie odwagi…
Kiedyś nie potrafiłam łączyć… żyłam w trybie „albo to, albo to”…
Dziś wiem, że jest tylko „i to, i to”… przynajmniej dla mnie jest…
I niech tak pozostanie…