Co, jeśli…?

Podziel się artykułem!

Kie­dy jeste­śmy dzieć­mi, naszym natu­ral­nym sta­nem jest cie­ka­wość. Cie­ka­wi nas abso­lut­nie wszyst­ko – kamyk w kału­ży, mrów­ka na dro­dze, dziu­ra w zie­mi, pusta butel­ka. Bada­my, spraw­dza­my, odkry­wa­my. Szu­ka­my spo­so­bów dzia­ła­nia, wyko­rzy­sta­nia, ukry­tych zna­czeń. W nie­uświa­da­mia­ny jesz­cze na tym eta­pie nasze­go życia spo­sób zada­je­my sobie pyta­nia: „A co, jeśli…?”. „Co jesz­cze jest moż­li­we?”. Sze­ro­ko otwar­ty­mi z cie­ka­wo­ści oczy­ma widzi­my w dziu­rze w zie­mi ukry­te przej­ście do magicz­nej kra­iny. Dmu­cha­jąc w butel­kę, nada­je­my nam tyl­ko zna­nym szy­frem wia­do­mo­ści do Wszech­świa­ta. Moż­li­wo­ści są nie­zli­czo­ne. Co wię­cej, nie ogra­ni­cza nas nasze pocho­dze­nie, sta­tus mate­rial­ny, rodzi­na czy inne oko­licz­no­ści. Jeste­śmy jesz­cze wol­ni od róż­nych pomy­słów na temat tego, co jest moż­li­we, a co nie jest, w co war­to się anga­żo­wać, co jest god­ne uwa­gi, a czym zaj­mo­wa­nie się jest zwy­kłą stra­tą cza­su. Czer­pie­my gar­ścia­mi z każ­dej chwi­li i każ­de­go doświad­cze­nia. Doty­ka­my isto­ty nasze­go życia. A potem…

Potem pozwa­la­my sobie uwie­rzyć w to, co nam mówią. Co powin­ni­śmy. Co powin­ni­śmy myśleć, czuć, co nas powin­no inte­re­so­wać, czym powin­ni­śmy się zaj­mo­wać, w co wie­rzyć, że może być naszym udzia­łem. Pozwa­la­my, by ogra­ni­cza­ły nas oko­licz­no­ści – pocho­dze­nie, pie­nią­dze, rodzi­na lub jej brak, part­ner lub jego brak, nie­peł­no­spraw­ność dziec­ka. Pozwa­la­my sobie uwie­rzyć, że coś nie jest dla nas. Cza­sem rezy­gnu­je­my z marzeń, a bar­dzo czę­sto prze­sta­je­my doświad­czać chwil i tego, co w nich naj­pięk­niej­sze – obec­no­ści, bli­sko­ści ze sobą i świa­tem, cie­ka­wo­ści, co spotkamy.

Oczy­wi­ście, oko­licz­no­ści mogą zna­czą­co uła­twiać albo utrud­niać, nie­mniej i tak na koniec to my nada­je­my im moc. Pew­nie, że kie­dy mamy pie­nią­dze, pew­ne rze­czy są dla nas o wie­le łatwiej dostęp­ne – może­my coś kupić, gdzieś poje­chać, wyna­jąć pomoc. Kie­dy mamy zdro­we dzie­ci, może­my mieć czas dla sie­bie, bo nie wyma­ga­ją nasze­go nie­ustan­ne­go zaj­mo­wa­nia się nimi, a kie­dy dora­sta­ją, otwie­ra się dla nas prze­strzeń, by znów móc sku­pić się bar­dziej na sobie. Kie­dy jeste­śmy dobrze wykształ­ce­ni, zna­my języ­ki, mamy oby­cie w świe­cie, łatwiej nam korzy­stać z dobro­dziejstw, któ­re ofe­ru­je. Jed­nak nie zawsze tak jest. Czy to zna­czy, że rze­czy są dla nas nie­moż­li­we? Czę­sto tak myśli­my. Uzna­je­my, że coś nie jest dla nas, że my tak nie może­my, bo… Nada­je­my oko­licz­no­ściom wyku­tą w ska­le, nie­zmien­ną moc ogra­ni­cza­nia nas w naszych pra­gnie­niach i dążeniach.

A co, jeśli naj­pierw potrze­bu­je­my… zoba­czyć w odra­pa­nej pod­ło­dze, na któ­rej sie­dzi­my, pijąc kawę, nasz wyma­rzo­ny taras. Poczuć wiatr na twa­rzy, zanim sta­nie­my za ste­ra­mi żaglow­ca. Zatań­czyć w kuch­ni ze sobą, zanim zatań­czy­my z uko­cha­ną oso­bą. Zachwy­cić się nie­bem widzia­nym przez okno, zanim popa­trzy­my na nie ze szczy­tu góry. Roz­ko­szo­wać sma­kiem ziem­nia­ków z masłem, zanim roz­pły­nie nam się w ustach kawior. Potrze­bu­je­my doświad­czać i umieć cele­bro­wać to, co jest naszym udzia­łem, by przy­szło do nas więcej.

To umiem robić dosko­na­le. W każ­dej naj­mniej­szej rze­czy potra­fię widzieć coś wię­cej. Tę zdol­ność „cza­ro­wa­nia” mam, od kie­dy pamię­tam, i sta­le jej uży­wam, nie­mniej i tak dałam się wcią­gnąć w pułap­kę nie­moż­li­we­go. Pozwo­li­łam, by oko­licz­no­ści bycia mamą dziec­ka z wyzwa­nia­mi zabi­ły we mnie spon­ta­nicz­ność. Nada­łam koniecz­no­ści bycia wciąż na poste­run­ku moc decy­do­wa­nia, co mogę, a co jest poza moim zasię­giem. Uzna­łam, że potrze­ba pla­no­wa­nia wszyst­kie­go ozna­cza, że nie ma miej­sca na sza­leń­stwo, na to, by dać porwać się chwi­li, zanu­rzyć się w niej, sko­ro przy­szła. Pozwo­li­łam, by pomy­sły innych, co to ozna­cza, gdy ma się dziec­ko z trud­no­ścia­mi, ogra­ni­czy­ły moje doświad­cza­nie życia. Popeł­ni­łam błąd. Uzmy­sło­wi­łam to sobie w peł­ni, gdy usia­dłam do pisa­nia listy chwil, spraw, doświad­czeń, któ­re pra­gnę, by były moim udzia­łem w dru­gim pół­ro­czu 2024. Nie wie­dzia­łam, co napi­sać. Przy­cho­dzi­ły mi do gło­wy roz­ma­ite cele, pro­jek­ty, przed­się­wzię­cia, ale chwi­le…? Jak ich doświad­czać, kie­dy wszyst­ko trze­ba pla­no­wać i logi­sty­ka musi być zapię­ta na ostat­ni guzik? Jak dać się ponieść, kie­dy w każ­dym momen­cie się może skończyć?

I co z tego? To ja decy­du­ję. To ja decy­du­ję, jak na to patrzę, jak do tego pod­cho­dzę, jakie zna­cze­nie nada­ję. To ja wpi­su­ję na moją listę rze­czy. Leże­nie na tra­wie i patrze­nie w gwiaz­dy. Ska­ka­nie na bom­bę do jezio­ra. Poca­łu­nek wszech­cza­sów z uko­cha­nym. Kakao w świą­tecz­ny pora­nek z wszyst­ki­mi moimi. Kie­dy zaczę­łam pisać, oka­za­ło się, że pamię­tam. Pomy­sły przy­cho­dzą same. Nie zapomniałam.

Tak łatwo pozwa­la­my sobie zapo­mnieć, kim głę­bo­ko w środ­ku jeste­śmy. Cie­ka­wy­mi świa­ta i peł­ny­mi ufno­ści dzieć­mi, któ­re wszę­dzie potra­fią zoba­czyć coś, cze­go nikt inny nie widzi. Któ­re widzą moż­li­wo­ści, nie ograniczenia.

A Ty co wpi­szesz na swo­ją listę chwil, któ­re two­rzysz? Co jeśli one tyl­ko cze­ka­ją, byś je zapro­si­ła do swo­je­go życia?

Zasób 5

W Drodze... – by z autyzmem żyło się łatwiej

W Drodze… to mój bezpłatny newsletter, który wydaję od wielu lat i który stworzyłam, by Cię inspirować, podtrzymywać na duchu, skłaniać do zadawania pytań i szukania na nie odpowiedzi. Dzielę się w nim swoim doświadczeniem, swoimi obserwacjami i przemyśleniami dotyczącymi życia z autyzmem w tle. Informuję w nim także, co u mnie słychać, co zgłębiam, czego się uczę, czego uczę innych, więc jak chcesz być na bieżąco, zapisz się na mój newsletter* a w zamian zyskasz dostęp do dwóch seminariów, które dla Ciebie nagrałam.