Zastanawiasz się czasem, jak działa Twój mózg? Jak to się dzieje, że myślisz tak, jak myślisz?
Nasz mózg stale operuje danymi. Zbiera je, obrabia, porządkuje, wkłada w odpowiednie miejsca, sięga po nie, gdy są potrzebne. Jak się nad tym zastanowić, to wszystko, z czym się stykamy, czego doświadczamy w świecie wewnętrznym lub na zewnątrz, to pewien rodzaj danych.
Dane być może kojarzą Ci się ze statystyką lub z informatyką, niemniej dane dla naszego mózgu to wszelkiej maści informacje. Przychodzą z otoczenia, bo słyszymy komunikat: idziemy do zoo; to jest moja koleżanka Ewa; na obiedzie będą dzisiaj dziadkowie. Docierają do nas, bo coś widzimy: ogłoszenie; billboard; czytamy książkę; obserwujemy sytuację. Inne dane napływają z naszego wnętrza: pojawia się w naszej głowie myśl – spontanicznie lub w odniesieniu do tego, czego akurat doświadczamy; rejestrujemy jakiś nasz stan – ból, gorąco, bicie serca, komfort lub niewygodę.
Kiedy dane wejdą na poziom naszej świadomości, nasz umysł przystępuje do działania. Kategoryzuje i nadaje im znaczenie. Od tego, co dana informacja będzie oznaczać DLA NAS, zależy, co dalej będzie się działo. Ważne, by podkreślić znaczenie DLA NAS, bo dla każdego z nas te same dane będą oznaczały coś innego, wszak mamy różne umysły.
Kiedy komunikujemy się z drugim człowiekiem wykonujemy jedną z dwóch operacji:
- Dzielę się z tobą danymi – opowiadam ci o czymś, pokazuję coś, informuję, czegoś cię uczę, proszę cię o coś.
- Chcę uzyskać dane od ciebie – zadaję ci pytanie.
I tutaj zaczyna się zabawa, czyli do głosu dochodzi sposób obróbki danych w zależności od tego, jaki masz mózg…
Umysł, z jakim stykasz się najczęściej, to statystycznie umysł, który odruchowo „dosypuje” dane, czyli samoistnie uzupełnia informacjami to, z czym się styka. Rzadziej w ludzkiej populacji występuje mózg, który tego nie robi – to, co dostał, to ma i nic więcej – zwykle jest to mózg autystyczny.
Wyobraź sobie, że słyszysz ode mnie „zapraszam cię na kolację do restauracji”. Jeśli masz umysł, który działa typowo, natychmiast uzupełnisz sobie ten komunikat danymi: skoro restauracja, to prawdopodobnie będą jakieś stoły, przy których będą siedzieć ludzie i my też przy jednym z nich zasiądziemy; skoro kolacja, to pewnie będziemy coś jeść i pić; pewnie będzie jakiś kelner albo kelnerka; będzie jakieś menu; pewnie będziemy rozmawiać; itd. itd.
Co zrobił twój mózg? Natychmiast dosypał danych, dzięki czemu sytuacja stała się bardziej zrozumiała, przewidywalna, a tym samym bezpieczna. Nawet jak się niepokoisz np. tematem rozmowy czy rodzajem jedzenia, to z grubsza wiesz, czego się spodziewać.
Kiedy jednak twój mózg nie uruchamia uzupełniania danymi, okazuje się, że dostarczona przeze mnie informacja jest na tyle szczątkowa, że nie wystarcza do zapewnienia poczucia bezpieczeństwa, więc możesz oporować, unikać sytuacji, odcinać się, bo masz w sobie wielki niepokój – nie wiesz, co się będzie działo, nie wiesz, czego się spodziewać i to jest nie do zniesienia. Jesteś w korzystniejszej sytuacji, jeśli potrafisz po dane sięgać, bo możesz dopytać: jaka restauracja, jakie jedzenie, kto będzie, czy będzie dużo ludzi. Jeśli jednak jesteś typem, który tego nie robi, będzie ci trudno.
Przyjrzyjmy się teraz innej sytuacji z życia wziętej. Pokazujesz mi obraz, który ci się podoba i który chcesz powiesić w salonie na ścianie. Jeśli jestem typem, który uzupełnia i sięga po dane, sama z siebie dostarczę ci informacje – powiem, co myślę, może cię o coś dopytam. Dzięki temu ty będziesz mieć poczucie, że to, czym się ze mną dzielisz, jest dla mnie ważne. Jeśli jednak nie mam w swej naturze dosypywania danych, najpewniej nie powiem nic albo jedynie przytaknę twojemu stwierdzeniu. To czasem może sprawić, że pomyślisz, że twoje tematy są dla mnie nieważne, choć wcale tak nie musi być – ja po prostu nie dosypuję danych.
Zadawanie pytań to kolejna kwestia – żeby zadać pytanie, musi się pojawić potrzeba uzupełnienia danych. Pytam, bo chcę się czegoś dowiedzieć, coś bardziej zrozumieć, jestem ciekawa. Umysł nieautystyczny będzie dopytywał, nawet gdy coś go nie interesuje, bo robi to przez wzgląd na drugą osobę, która z jakiegoś powodu jest ważna – ty jesteś ważna, więc się interesuję przez wzgląd na ciebie, mimo że mnie jako mnie to nie interesuje. Umysł autystyczny, który z definicji nie jest zorientowany na drugiego człowieka, raczej nie wykaże zainteresowania tematem, który dla niego samego nie jest ciekawy i po dane nie sięgnie. Jednak w sytuacji, gdy coś jest dla niego istotne, potrafi domagać się ich z determinacją godną podziwu. (O zadawaniu pytań będzie oddzielny artykuł, dzisiaj jedynie rozpatrujemy pytania w kontekście sięgania po dane).
Mamy różne umysły i w różny sposób posługujemy się danymi w naszych głowach, jednak w codziennym byciu wciąż o tym zapominamy. Mierzymy innych swoją miarką – jak ja tak myślę, to znaczy, że ty też tak myślisz. Częściej, niż nam się wydaje, zakładamy, że druga osoba obrabia dane tak samo jak my.
- Czy masz coś przeciwko temu, żebyśmy na święta się spakowali, wyjechali w góry i z nikim nie spotykali? – pyta żona męża.
- Nie mam – odpowiada mąż.
Ona rusza do organizacji świątecznego wyjazdu, po czym dowiaduje się, że on jest niezadowolony.
- Czemu nie powiedziałeś, że masz coś przeciwko temu, żebyśmy wyjechali? Przecież cię pytałam – mówi ona.
- Bo nie mam – mówi on.
- A co myślisz o tym pomyśle? – ona nie odpuszcza.
On zaczyna opowiadać o swoich obawach, chęciach, niechęciach.
- Czemu nic nie powiedziałeś? – pyta ona
- Bo nie pytałaś. Pytałaś, czy mam coś przeciwko temu. Nie mam.
- Pomóż mi coś zrozumieć. Ja, jeśli byś mnie zapytał, to oprócz powiedzenia, że nie mam nic przeciwko temu, podzieliłabym się swoim widzeniem tej sytuacji. Jest dla mnie ważne, by wiedzieć, jak myślisz. Czy żeby się dowiedzieć, muszę ci zadać oddzielne pytanie: co o tym myślisz?
- Tak.
Tadam! Jedna strona dosypuje dane samoistnie i nieświadomie czeka, że partner będzie robił to samo. Druga nie ma takiego nawyku ani potrzeby, a jeszcze jak dojdzie do tego dosłowne rozumienie komunikatu, klops komunikacyjny gotowy.
Jeśli przeanalizujesz powyższą komunikację, uzmysłowisz sobie, że obie strony działają w zgodzie z tym, jak myśli ich mózg. Dla umysłu każdej z osób wszystko się zgadza, wszystko ma sens, jakkolwiek jest obce myśleniu tego drugiego. Chodzi o to, że kiedy nie sprawdzamy, jaki proces zachodzi w głowie naszego rozmówcy, bo odruchowo zakładamy, że jest on taki sam jak u nas, wykładamy się koncertowo na najprostszych sytuacjach i trwamy w poczuciu wzajemnego niezrozumienia.
Rzeczy są proste, tylko nam nie przychodzi do głowy, żeby wziąć pod uwagę, że ktoś może myśleć inaczej. Nie wpadamy na to, żeby zapytać:
A co ty o tym myślisz?
A jak ty to rozumiesz?
A co to dla ciebie oznacza?
Tak niewiele, a zmienia tak wiele.
A jak jest u Ciebie? Dosypujesz dane samoistnie czy niekoniecznie? Oczekujesz tego od innych? A jak jest u bliskiej Ci osoby? Czy dbasz o to, by obie strony wiedziały, jak myślą?