Czemu niska samoocena tak często przydarza się wśród autystycznej populacji?

Podziel się artykułem!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Czy zasta­na­wia­łaś się kie­dyś, co spra­wia, że tak wie­le osób w spek­trum auty­zmu nie myśli o sobie dobrze? „Jestem bez­na­dziej­ny”, „Jestem głu­pia”, „Do nicze­go się nie nada­ję”, „To nie dla mnie”, „Nie pora­dzę sobie” to czę­sto sły­sza­ne stwier­dze­nia pada­ją­ce z ust tych, któ­rzy są w sta­nie prze­ka­zać, co czu­ją, co myślą. Ci, któ­rzy takich moż­li­wo­ści nie mają, gdy znaj­dą się w sytu­acji pod­ję­cia wyzwa­nia, zwy­kle poka­żą to poprzez odmo­wę dzia­ła­nia w takiej czy innej for­mie – opór, uciecz­kę, odsu­wa­nie przed­mio­tów, itp.

O co w tym cho­dzi? Cze­mu niska samo­oce­na tak czę­sto przy­da­rza się wśród auty­stycz­nej populacji?

Zacznij­my od tego, czym jest samo­oce­na. W skró­cie to, jak myślisz o sobie, jak sie­bie postrze­gasz. Każ­dy z nas ma moc­ne stro­ny i te obsza­ry, w któ­rych zde­cy­do­wa­nie nie szy­bu­je­my. Waż­ne, by poprzez widze­nie sie­bie rozu­mieć, jak real­nie się przed­sta­wia­ją nasze zaso­by, a nie two­rzyć obraz ode­rwa­ne­go od rze­czy­wi­sto­ści ide­ału, któ­re­mu nikt nie jest w sta­nie spro­stać, a jedy­nie sta­no­wi źró­dło stre­su, że tacy nie jeste­śmy. Waż­ne też, by nie iść w myśle­niu o sobie w coś, co nazy­wam pozio­mem bosko­ści, gdyż zawsze jest to źró­dłem kło­po­tów.
Samo­oce­na to wie­dza o sobie. O tym, co potra­fię, a co jest dla mnie trud­ne. O tym, w czym potrze­bu­ję pomo­cy. Zdro­wa samo­oce­na to uzna­nie tego, jaki jestem, zaak­cep­to­wa­nie swej „nie­do­sko­na­ło­ści” bez obwi­nia­nia się za nią. Przy­ję­cie do wia­do­mo­ści, że są spra­wy, w któ­rych inni spraw­niej sobie radzą, a są obsza­ry, w któ­rych to ja mam łatwość.

I tutaj poja­wia się czyn­nik, któ­ry budo­wa­nie pozy­tyw­ne­go obra­zu sie­bie utrud­nia, a jest nim samo­świa­do­mość, sze­ro­ko rozu­mia­na samo­świa­do­mość. Nadal tak mała wagę przy­wią­zu­je się do niej we wspie­ra­niu ludzi w spek­trum auty­zmu. Rozu­mie­nie sie­bie, swo­ich myśli, swo­ich emo­cji, swo­ich dzia­łań, stra­te­gii, któ­re są pomoc­ne, jest klu­czo­we dla dobro­sta­nu czło­wie­ka. War­to roz­wa­żyć, czy nie korzyst­niej dla czło­wie­ka, z któ­rym pra­cu­jesz albo któ­ry jest Two­im dziec­kiem, było­by go uczyć rozu­mie­nia, co się z nim dzie­je, cze­go doświad­cza i dla­cze­go tak jest, niż spę­dzać kolej­ne godzi­ny na dopa­so­wy­wa­niu takich samych obrazków.

Kolej­ny powód niskiej samo­oce­ny to nie­ustan­nie dostar­cza­ne przez oto­cze­nie infor­ma­cje zwrot­ne, któ­re moż­na by spro­wa­dzić do „nie jesteś taki, jaki powi­nie­neś być”. Czło­wiek z auty­zmem robi sti­my – źle. Mówi wprost, co myśli – źle. Pró­bu­je zadbać o swój kom­fort, uni­ka­jąc wyzwa­nia – źle. Nie patrzy w oczy, bo nie potrze­bu­je – źle. Nawet nie zda­jesz sobie spra­wy, jak czę­sto ludzie w spek­trum wprost lub w spo­sób bar­dziej zawo­alo­wa­ny dowia­du­ją się od ota­cza­ją­ce­go świa­ta, że są nie tacy, że się za mało sta­ra­ją, że za wol­no reagu­ją, że cią­gle robią coś ina­czej, niż powin­ni. Pomyśl, czy Ty byś dobrze myśla­ła o swo­ich moż­li­wo­ściach i o sobie jako czło­wie­ku, gdy­byś na każ­dym kro­ku otrzy­my­wa­ła taki feedback?

Pew­ne rze­czy są, podob­nie jak dla mnie czy dla Cie­bie, zwy­czaj­nie trud­ne i ocze­ku­je się od ludzi w spek­trum, że po pro­stu będą to umieć. Bez tłu­ma­cze­nia, bez wspar­cia, bez miej­sca na błę­dy. W prze­dziw­ny spo­sób tzw. neu­ro­ty­po­wi dają sobie pra­wo, by róż­nych rze­czy nie potra­fić, nie­mniej oso­by z auty­zmem takie­go pra­wa nie dosta­ją. Mają umieć i już. Pozo­sta­wie­ni sami wobec ocze­ki­wań ponad siły naj­czę­ściej rezy­gnu­ją z prze­świad­cze­niem, że zno­wu zawiedli.

Nie byli­śmy ucze­ni i naj­czę­ściej nie uczy­my, że błąd jest nie­odzow­ny w pro­ce­sie ucze­nia się. Nie cele­bru­je­my błę­dów, nie poka­zu­je­my, że błąd to fan­ta­stycz­ne źró­dło infor­ma­cji o tym, co już jest opa­no­wa­ne, a co jesz­cze wyma­ga prak­ty­ki. W naj­lep­szym razie pomi­ja­my mil­cze­niem, a w tym gor­szym sce­na­riu­szu czło­wiek dosta­je po gło­wie, że nie pomy­ślał, że nie zdą­żył, że był nie­zdar­ny, że nie potra­fi. Kie­dy wyra­sta się w prze­świad­cze­niu, że błę­du popeł­nić nie wol­no, że ma być od razu dosko­na­le, trud­no się dzi­wić, że naj­mniej­sza wpad­ka ura­sta do kata­stro­fy i powo­du­je roz­pad­nię­cie się na tysiąc kawałków.

Co kształ­tu­je samoocenę?

Przede wszyst­kim nasze doświad­cze­nia. Sytu­acje, pod­czas któ­rych mamy spo­sob­ność dowie­dzieć się o sobie, że dali­śmy radę, że zro­bi­li­śmy, że zna­leź­li­śmy roz­wią­za­nie, że pomy­śle­li­śmy. Kie­dy doświad­cza­my wła­sne­go spraw­stwa. Dla­te­go takie waż­ne dla każ­de­go czło­wie­ka jest, by mógł dzia­łać, by mógł robić, by mógł doświad­czać. Sta­re powie­dze­nie mówi:

„Powiedz mi, a zapo­mnę.
Pokaż mi, a zapa­mię­tam.
Pozwól mi zro­bić, a zrozumiem”.

To kwin­te­sen­cja tego, co jest nam nie­zbęd­ne do budo­wa­nia dobre­go myśle­nia o sobie. Czy może być moment więk­szej mocy, niż prze­ko­nać się, że mogę, że wiem, że umiem?

Kie­dy jeste­śmy doro­śli, zwy­kle wystar­cza nam nasze wewnętrz­ne odczu­cie, świa­do­mość, że zro­bi­li­śmy robo­tę, choć w sytu­acji, gdy ktoś nas cze­goś uczy, nadal infor­ma­cja zwrot­na od nauczy­cie­la jest waż­na. Gdy jeste­śmy młod­szym sta­żem uczniem, feed­back od nasze­go prze­wod­ni­ka jest klu­czo­wy. Usły­sze­nie „wiesz, co robić”, „wymy­śli­łaś to”, „zna­la­złeś roz­wią­za­nie”, „tak!”, „potra­fisz!” itd. Itp. w sytu­acjach pod­ję­cia wyzwa­nia poma­ga wła­sną spraw­czość sobie uświa­do­mić. Kie­dy piszę o infor­ma­cji zwrot­nej, mam na myśli poka­za­nie tego, co w danej sytu­acji jest klu­czo­we. Poka­za­nie kom­pe­ten­cji. To może być ostroż­ność; wie­dza, co robić; cze­ka­nie; samo­dziel­ne dzia­ła­nie; zna­le­zie­nie roz­wią­za­nia i wie­le, wie­le innych. Wszyst­ko zale­ży od sytu­acji, od tego, nad czym pra­cu­je­cie. Waż­ne, by pomóc czło­wie­ko­wi zro­zu­mieć, na czym pole­ga jego zasób, żeby uzmy­sło­wił sobie swo­ja moc.

Towa­rzy­sze­nie w błę­dach i sta­łe komu­ni­ko­wa­nie, jakie to waż­ne, że się je popeł­nia. Kie­dy to robi­my, poka­zu­je­my, że wpad­ki są OK, że to nor­mal­na spra­wa, że się zda­rza­ją. Trze­ba się zasta­no­wić, co następ­nym razem zro­bić ina­czej i iść dalej. War­to uwy­pu­klać swo­je błę­dy, by nie two­rzyć nie­chcą­cy w czło­wie­ku prze­ko­na­nia, że oto­cze­nie jest dosko­na­łe i błę­dów nie popeł­nia, a jedy­nie są one udzia­łem oso­by z auty­zmem. Dzie­ci czę­sto bywa­ją prze­ko­na­ne, że rodzi­ce zawsze sobie radzą, zawsze wie­dzą, co robić, nigdy nie doświad­cza­ją poraż­ki. Taki obraz waż­nej oso­by nie­jed­no­krot­nie potra­fi nało­żyć na mło­de­go czło­wie­ka pre­sję bycia dosko­na­łym, a tym samym wyge­ne­ro­wać ogrom­ny stres.
Ostat­nio, będąc na spa­ce­rze w lesie, byłam świad­kiem sytu­acji, gdy, może pię­cio­let­nia, dziew­czyn­ka wywró­ci­ła się na rowe­rze. Idą­ca za nią z wóz­kiem mama, zatrzy­ma­ła się i, nic nie mówiąc, cze­ka­ła w peł­nym sku­pie­niu na dziec­ku. Mło­da dama powsta­ła z zie­mi, pod­nio­sła rower, sta­nę­ła przy nim i spoj­rza­ła na mat­kę, któ­ra, deli­kat­nie się uśmie­cha­jąc, powie­dzia­ła „pora­dzi­łaś sobie przy tym upad­ku”. Czy moż­na dostać pięk­niej­szy feed­back? Nie ma ście­my, że nic się nie sta­ło. Nie ma bury za upa­dek z rowe­ru. Nie ma ochów i achów, jaka była dziel­na. Jest praw­da, bo mówi o upad­ku. Jest poka­za­nie, że dała radę. Jest czas, któ­ry dziew­czyn­ka dosta­ła, by pobyć w doświad­cze­niu. Jest uważ­na obec­ność mamy. Jest deli­kat­ny uśmiech, któ­ry mówi wię­cej niż tysiąc słów. Chy­ba nikt nie ma wąt­pli­wo­ści, że Mała utwier­dzi­ła się nie tyl­ko w tym, że sobie radzi, ale że błę­dy to ludz­ka rzecz.

Jak wspie­rać w budo­wa­niu samo­oce­ny? Już chy­ba więk­szość zosta­ła powie­dzia­na. Cele­bru­jąc błę­dy i poka­zu­jąc swo­je pomył­ki. Cie­sząc się nimi, ana­li­zu­jąc, cze­go się z nich uczy­my. Nazy­wa­jąc pre­cy­zyj­nie kom­pe­ten­cje zamiast okle­pa­nych i nic nie mówią­cych „super, bra­wo, fan­ta­stycz­nie”. Kła­dąc nacisk na pro­ces a nie efekt. Nie­zmien­nie komu­ni­ku­jąc, że wszy­scy się uczy­my, że rze­czy trud­ne stop­nio­wo sta­ją się łatwiej­sze oraz że naj­waż­niej­sze jest podej­mo­wa­nie dzia­ła­nia, bo tyl­ko dro­ga poprzez robie­nie pro­wa­dzi do upra­gnio­ne­go celu, nie­za­leż­nie od tego, co nim jest.

Zasób 5

W Drodze... – by z autyzmem żyło się łatwiej

W Drodze… to mój bezpłatny newsletter, który wydaję od wielu lat i który stworzyłam, by Cię inspirować, podtrzymywać na duchu, skłaniać do zadawania pytań i szukania na nie odpowiedzi. Dzielę się w nim swoim doświadczeniem, swoimi obserwacjami i przemyśleniami dotyczącymi życia z autyzmem w tle. Informuję w nim także, co u mnie słychać, co zgłębiam, czego się uczę, czego uczę innych, więc jak chcesz być na bieżąco, zapisz się na mój newsletter* a w zamian zyskasz dostęp do dwóch seminariów, które dla Ciebie nagrałam.

Newsletter
w Drodze