Czy ja czasem nie przeszkadzam mojemu dziecku się rozwijać?

Podziel się artykułem!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Nie wiem, jak Ty, ale ja nie­jed­no­krot­nie zada­ję sobie to pytanie.

Rodzic dziec­ka z trud­no­ścia­mi roz­wo­jo­wy­mi two­rzy z nim szcze­gól­ną rela­cję, naj­czę­ściej nie­co odmien­ną od tej, któ­rą budu­je z jego neu­ro­ty­po­wym rodzeń­stwem. Dla­cze­go tak się dzieje?

Ano dla­te­go, że to „trud­ne” dziec­ko kosz­tu­je nas tak wie­le.
Wysił­ku, zaan­ga­żo­wa­nia, emo­cji, pie­nię­dzy. To wszyst­ko czy­ni, że pod­świa­do­mie wcho­dzi­my z nim w rela­cję podob­ną uza­leż­nie­niu. Mamy go nie­jed­no­krot­nie ser­decz­nie dosyć i zara­zem nie wyobra­ża­my sobie życia bez nie­go. Nakła­da­my na sie­bie przy­mus robie­nia, dba­nia, zabie­ga­nia, chro­nie­nia. Ktoś mógł­by zapy­tać, czy nie jest tak w przy­pad­ku każ­de­go dziec­ka? Prze­cież każ­de dziec­ko chro­ni­my, trosz­czy­my się o nie itd. Oczy­wi­ście, że tak, jed­nak z dziec­kiem, któ­re jest „inne” robi­my to ina­czej i jestem prze­ko­na­na, że wiesz, co mam na myśli.

W naszej chę­ci pomo­cy dziec­ku, spra­wie­nia, by radzi­ło sobie jak naj­le­piej, cza­sem gubi­my po dro­dze zdro­wy roz­są­dek i robi­my rze­czy, któ­rych nigdy nie zro­bi­ły­by­śmy, gdy­by nasz syn czy cór­ka byli tzw. peł­no­spryt­ni (pięk­ne sło­wo, zapo­ży­czy­łam od kogoś).

Co takie­go robi­my?
ubie­ra­my, myje­my, zakła­da­my buty, nale­wa­my picie, zapi­na­my pasy w samo­cho­dzie, pozwa­la­my się okła­dać, szczy­pać, itd. Itp.
Skąd wiem? Stąd, że każ­de­go dnia muszę się pil­no­wać, żeby tego nie robić a i tak, mimo całej wie­dzy i moc­ne­go stą­pa­nia po zie­mi, nie zawsze mi wychodzi.

Uwa­run­ko­wa­ły­śmy się w cza­sie, gdy kie­ro­wał nami strach i nie­zro­zu­mie­nie dziec­ka, bo robić za nie wię­cej, niż potrze­ba. Chcia­ły­śmy dobrze i robi­ły­śmy naj­le­piej, jak potra­fi­ły­śmy i jed­no­cze­śnie czas na zmia­ny.
Czas zdać sobie spra­wę, że kom­pen­so­wa­nie za dziec­ko, uła­twia­nie życia jemu lub sobie w danym momen­cie, bo będzie szyb­ciej, jest strze­la­niem sobie i jemu w kola­no. Uza­leż­nia je od nas, że pod­po­wie­my, co ma zro­bić, że zro­bi­my za nie, że za nie pomy­śli­my a nas uza­leż­nia od dziec­ka, bo beze mnie ani rusz, czyż nie tak?

Zatem do dzieła!

Postaw sobie za cel na naj­bliż­sze dwa tygo­dnie, że zanim coś zro­bisz „wokół” dziec­ka, kie­dy robie­nie ozna­cza fak­tycz­ne wyko­na­nie cze­goś jak i powie­dze­nie mu, co ma zro­bić, zapy­tasz samą siebie:

· czy on/​ona napraw­dę nie potra­fi zro­bić tego sam?
· Ile fak­tycz­nie moje pomo­cy potrze­bu­je?
· A może mógłby/​mogłaby zro­bić wię­cej sama?

Napisz, pro­szę, jakie masz obser­wa­cje, jak Ci idzie. Czy to dla Cie­bie trud­ne? A może wręcz prze­ciw­nie, odczu­wasz ulgę.
Wszy­scy popeł­nia­my błę­dy, wszak jeste­śmy ludź­mi, któ­rzy robią, co w ich mocy.
Pamię­taj, że nigdy nie jest za póź­no na zmiany…

Zasób 5

W Drodze... – by z autyzmem żyło się łatwiej

W Drodze… to mój bezpłatny newsletter, który wydaję od wielu lat i który stworzyłam, by Cię inspirować, podtrzymywać na duchu, skłaniać do zadawania pytań i szukania na nie odpowiedzi. Dzielę się w nim swoim doświadczeniem, swoimi obserwacjami i przemyśleniami dotyczącymi życia z autyzmem w tle. Informuję w nim także, co u mnie słychać, co zgłębiam, czego się uczę, czego uczę innych, więc jak chcesz być na bieżąco, zapisz się na mój newsletter* a w zamian zyskasz dostęp do dwóch seminariów, które dla Ciebie nagrałam.

Newsletter
w Drodze