Magiczna równowaga – czy w ogóle istnieje?

Podziel się artykułem!

Rów­no­wa­ga. Coś, do cze­go wszy­scy mniej lub bar­dziej dąży­my z róż­nym skut­kiem. Waż­na kwe­stia. Trud­na kwe­stia. Coś, co nie­któ­rzy w mia­rę ogar­nia­ją, a nie­któ­rzy nie doświad­cza­ją nigdy. Kie­dy łapie­my jej cudow­ne momen­ty, kar­mi­my się bło­go­ścią, jakiej dostar­cza. Czy w ogó­le jest osią­gal­na? Czy, jak przy­sta­ło na zja­wi­sko o cha­rak­te­rze dyna­micz­nym, jedy­nie cza­sem mamy szan­sę jej zaznać, a poza tym jeste­śmy nie­ustan­nie w dro­dze do niej?

Rów­no­wa­gi może­my poszu­ki­wać wszę­dzie – w zada­niach, któ­re reali­zu­je­my; w obcią­że­niach, na któ­re się decy­du­je­my; w spo­so­bie odży­wia­nia; w tre­no­wa­niu; w rela­cjach; w odpo­czyn­ku; w pra­cy; w eks­po­no­wa­niu się na bodź­ce; w sty­lu życia. To o niej piszą w porad­ni­kach uczą­cych, jak żyć.

Chcę się zatrzy­mać przy tema­cie rów­no­wa­że­nia wyzwa­nia z pozo­sta­wa­niem w kom­for­cie. Gdy cho­dzi o nas, a jesz­cze bar­dziej gdy cho­dzi o waż­ne dla nas oso­by, któ­rym towa­rzy­szy­my, wciąż poja­wia się pyta­nie, na ile pchać ku wyzwa­niu, a na ile zosta­wić czło­wie­ka w spo­ko­ju i tym samym w przy­jem­nym kom­for­cie. Na ile go zachę­cać, moty­wo­wać, a cza­sem może i cisnąć, a na ile odpusz­czać, gdy odma­wia wej­ścia w sytu­ację, zaan­ga­żo­wa­nia się, pod­ję­cia wyzwania?

Nie od dziś wia­do­mo, że wzra­sta­niu towa­rzy­szy pewien poziom nie­wy­go­dy. To ona skła­nia nas do poszu­ki­wa­nia nowych roz­wią­zań, budo­wa­nia kom­pe­ten­cji, dzię­ki cze­mu może­my się o sobie dowie­dzieć, że potra­fi­my, że może­my, że daje­my radę. Jed­no­cze­śnie poziom wyzwa­nia musi być odpo­wied­nio dobra­ny, do tego musi­my czuć się wystar­cza­ją­co bez­piecz­nie, by w daną sytu­ację wejść. Wte­dy może­my się uczyć. Gdy tyl­ko poja­wia się w nas poczu­cie zagro­że­nia, nasz mózg prze­łą­cza się w tryb prze­trwa­nia i uru­cha­mia w nas reak­cje, któ­re mają nam to prze­trwa­nie zapew­nić – w zależ­no­ści od róż­nych zmien­nych wal­czy­my, ucie­ka­my, zamra­ża­my się. Gdy czu­je­my zagro­że­nie, nie uczy­my się nicze­go, bo wte­dy mamy inne spra­wy na gło­wie – przeżyć.

Kie­dy z kolei jest nam wygod­nie, bez­piecz­nie, cie­pło, miło i przy­jem­nie, odpo­czy­wa­my, ale się nie uczy­my. Ma to sens. Odpo­czy­nek sprzy­ja rege­ne­ra­cji i inte­gro­wa­niu w naszym ukła­dzie ner­wo­wym tego, cze­go się nauczy­li­śmy. Jak odpo­czy­wa­my, to nie jest czas na podej­mo­wa­nie wyzwań i wycho­dze­nie naprze­ciw trudnościom.

Opty­mal­nie jest, gdy sami znaj­du­je­my w sobie napęd do poszu­ki­wa­nia wyzwań i nie­ustan­ne­go ucze­nia się przy jed­no­cze­snym rów­no­wa­że­niu tego odpo­czyn­kiem i byciem w kom­for­cie. Co jed­nak, kie­dy mamy do czy­nie­nia z sytu­acją, gdy czło­wiek, w oso­bie nas samych lub kogoś dla nas waż­ne­go, w obli­czu wyzwa­nia opo­ru­je, aktyw­nie odma­wia­jąc pod­ję­cia go, choć­by wyda­wa­ło się ono naj­mniej­sze, pod­kre­ślam tu „wyda­wa­ło­by się”?

Czy sko­ro czło­wiek opo­ru­je, to zna­czy, że poprzecz­ka jest usta­wio­na za wyso­ko? Czy da się ją obni­żyć? A może doło­żyć wspar­cie? Czy na pew­no cho­dzi o poziom trud­no­ści? A może czło­wiek sta­wia opór, bo nauczył się, że to bar­dzo sku­tecz­ny spo­sób, by nie ryzy­ko­wać popeł­nie­nia błę­du, doświad­cze­nia „poraż­ki”? Co wte­dy? A może czło­wiek tak bar­dzo przy­zwy­cza­ił się do wygod­ne­go miej­sca, że myśl o jego opusz­cze­niu wywo­łu­je para­liż? Czy eks­po­no­wać go na nie­wy­go­dę? Jak wie­dzieć, co zro­bić? Jak zna­leźć zło­ty śro­dek? Co będzie upra­gnio­nym zrów­no­wa­żo­nym działaniem?

Wie­my, że mózg uczy się przez doświad­cze­nie. Potrze­bu­je­my doświad­czać rze­czy, robić, być eks­po­no­wa­ny­mi na róż­ne sytu­acje, by móc się uczyć, wzra­stać, roz­wi­jać. Zmia­na jest nie­od­łącz­ną, a zara­zem jedy­ną pew­ną kwe­stią w naszym życiu. Co, kie­dy wycho­dze­nie poza to, co zna­ne, prze­ra­ża? Co kie­dy wie­my, że pozo­sta­jąc tyl­ko w tym co wygod­ne, bo prze­wi­dy­wal­ne i zna­jo­me, nie dość, że czło­wiek się nie uczy, to czę­sto jesz­cze bar­dziej usztyw­nia w tym, do cze­go jest przy­wią­za­ny? Na ile pchać go ku wyzwa­niu, sko­ro się opie­ra, a na ile dać mu spo­kój? Na ile jego „nie” ozna­cza nie, a na ile „boję się, czy sobie pora­dzę”, „nie rozu­miem, o co cho­dzi”, „potrze­bu­ję pomo­cy”? Kie­dy towa­rzy­szyć, moty­wu­jąc, a nawet cisnąć, a kie­dy towa­rzy­szyć, odpusz­cza­jąc? Ot, pyta­nia, na któ­re chy­ba nigdy nie zdo­ła­my jasno odpowiedzieć…

Zasób 5

W Drodze... – by z autyzmem żyło się łatwiej

W Drodze… to mój bezpłatny newsletter, który wydaję od wielu lat i który stworzyłam, by Cię inspirować, podtrzymywać na duchu, skłaniać do zadawania pytań i szukania na nie odpowiedzi. Dzielę się w nim swoim doświadczeniem, swoimi obserwacjami i przemyśleniami dotyczącymi życia z autyzmem w tle. Informuję w nim także, co u mnie słychać, co zgłębiam, czego się uczę, czego uczę innych, więc jak chcesz być na bieżąco, zapisz się na mój newsletter* a w zamian zyskasz dostęp do dwóch seminariów, które dla Ciebie nagrałam.