Ojciec, po prostu ojciec

Podziel się artykułem!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Ojciec. Naj­waż­niej­sza z dwóch osób w życiu każ­de­go z nas. Ktoś, o kim oraz roli, jaką odgry­wa, wciąż mówi się za mało. Boha­ter dru­gie­go pla­nu, czę­sto pozo­sta­ją­cy w cie­niu mat­ki, któ­ra wie o auty­stycz­nym dziec­ko wszyst­ko i wszyst­ko naj­le­piej robi. Ten, któ­ry ma przed sobą zada­nie, o jakim mu się nie śniło.

W odnie­sie­niu do „auty­stycz­nych” rodzin czę­sto mówi się o tych ojcach, któ­rzy „nie dają rady”, nie wytrzy­mu­ją i odcho­dzą. Takich też znam, nie­mniej mam ten przy­wi­lej być, pra­co­wać i obser­wo­wać codzien­nie tych, któ­rzy trwa­ją nie­za­leż­nie od wszyst­kie­go, ramię w ramię z mat­ka­mi każ­de­go dnia reali­zu­jąc to nie­co inne rodzi­ciel­stwo. Znam też takich, któ­rzy robią to w poje­dyn­kę, bo mamy zabra­kło. O nich chcę dzi­siaj pisać. O tych wspa­nia­łych face­tach, naj­bar­dziej męskich, dobrych, odda­nych, kocha­ją­cych, sil­nych i sła­bych jed­no­cze­śnie. Jest ich wię­cej, niż się nam wyda­je, tyl­ko ich po pro­stu nie widać.

Ojciec, któ­ry dowia­du­je się, że jego ojco­stwo będzie nie­co inne, ma przed sobą dwa trud­ne zada­nia. Potrze­bu­je odna­leźć się w nowej rze­czy­wi­sto­ści oraz zmie­rzyć się ze ste­reo­ty­pem męż­czy­zny, jaki wszech­obec­nie panu­je. Powszech­ne prze­ko­na­nie, że praw­dzi­wy facet to twar­dziel, ktoś, kto zawsze wie, co robić, nie pozo­sta­wia ojcu miej­sca na bez­rad­ność, bez­sil­ność, nie­wie­dzę, zagu­bie­nie czy smu­tek. A prze­cież, szcze­gól­nie na począt­ku dro­gi, choć nie tyl­ko, te emo­cje sta­le mu towa­rzy­szą. Nie wie, jak z dziec­kiem nawią­zać kon­takt, jak reago­wać na roz­ma­ite zacho­wa­nia, co robić, gdy odma­wia współ­pra­cy, jak je rozu­mieć i jak rozu­mieć sie­bie. Jed­no­cze­śnie świat zewnętrz­ny powta­rza mu, że prze­cież jest ojcem, powi­nien wie­dzieć, powi­nien mieć auto­ry­tet, dziec­ko powin­no z nim współ­pra­co­wać. Trze­ba ogrom­ne­go wglą­du w sie­bie, samo-zaufa­nia i nie­przej­mo­wa­nia się tym, cze­go ocze­ku­je oto­cze­nie, by temu podołać.

Bar­dzo czę­sto byciu ojcem czło­wie­ka z auty­zmem towa­rzy­szy lęk. Lęk przed reak­cją dziec­ka, przed opo­rem, przed odmo­wą, przed pła­czem czy krzy­kiem, sło­wem – lęk przed poraż­ką. W moich roz­mo­wach z ojca­mi bar­dzo czę­sto to sły­szę. Sły­szę o stra­chu, że się nie uda, że dziec­ko nie będzie chcia­ło razem dzia­łać, że zwie­je, że się nie doga­da­ją, nie zro­zu­mie­ją. To lęk przed tym, by nie zawieść, by spro­stać. „Jestem face­tem, więc muszę podo­łać. Jeśli nie wycho­dzi, to zna­czy, że mar­ny ze mnie ojciec, że żaden ze mnie facet”. To błęd­ne zało­że­nie na temat swo­ich dzia­łań i ich sku­tecz­no­ści spra­wia, że dość czę­sto tata już w przed­bie­gach rezy­gnu­je z robie­nia róż­nych rze­czy z dziec­kiem, by unik­nąć ryzy­ka „poraż­ki”. To naj­czę­ściej pro­ces nie­uświa­do­mio­ny. Przy­mus dawa­nia rady włą­cza mecha­ni­zmy, któ­re spra­wia­ją, że dzia­ła­nie przez ojca nie jest podej­mo­wa­ne. Jak się nie pró­bu­je, nie ma błę­du, więc nie może się nie udać. Czę­sto face­ci dosta­ją po gło­wie, że nie robią róż­nych rze­czy z dziec­kiem, że z nim nie pra­cu­ją, a naj­czę­ściej powo­dem tego jest lęk. Cze­go się oba­wiasz, Tato, że co się wyda­rzy i o czym to, według Cie­bie, świadczy?.

 Z lęku przed „poraż­ką” wyni­ka rów­nież to, że czę­sto ojco­wie podej­mu­ją tyl­ko te dzia­ła­nia, w któ­rych gwa­ran­to­wa­ny jest suk­ces. Dziec­ko jest moc­ne w spo­rcie – ojciec idzie w sport; dziec­ko lubi spa­ce­ry – ojciec spa­ce­ru­je; dziec­ko wie wszyst­ko o kosmo­sie – ojciec oka­zu­je spe­cem NASA. Ktoś mógł­by powie­dzieć, że to pój­ście na łatwi­znę. A może opie­ra­nie wię­zi na moc­nych stro­nach? Może two­rząc rela­cje na bazie tego, co przy­cho­dzi z łatwo­ścią, budo­wa­ny jest fun­da­ment pod spra­wy bar­dziej wyma­ga­ją­ce? Prze­cież wszy­scy tak bar­dzo w życiu potrze­bu­je­my momen­tów, gdy spra­wy idą gład­ko, bez­wy­sił­ko­wo, gdy jest łatwo. Tata wie, że, robiąc ze swo­im dziec­kiem to, co ono kocha, obo­je doświad­czą bli­sko­ści, przy­jem­no­ści, zwyczajności.

Mat­ki cza­sem mają pre­ten­sje do ojców, że przy­cho­dzą „na goto­we”. Jak ona już naj­trud­niej­szy czas w danym obsza­rze prze­szła, już pomo­gła stwo­rzyć kom­pe­ten­cje, dzie­ciak już umie, to wte­dy wkra­cza na sce­nę ojciec i „spi­ja śmie­tan­kę”. Ale prze­cież rodzi­ciel­stwo to pra­ca zespo­ło­wa. Mat­ce coś lepiej idzie, niech robi i prze­cie­ra szlak, ojciec to pod­trzy­ma. Ojcu gdzieś bar­dziej wycho­dzi, niech tam dzia­ła – dzię­ki temu czło­wiek ma szer­szy zakres doświadczeń.

Lęk ojca nie­jed­no­krot­nie ma zwią­zek z tym, że nie zro­bi cze­goś z dziec­kiem tak dobrze, jak robi to mat­ka. Prze­cież ją widzi, jak cią­gle z Juniorem/​Juniorką pra­cu­je, a on nie wie, jak… Co gor­sza, oba­wia się, że jak zro­bi po swo­je­mu, dowie się, że nie tak, jak nale­ży. Więc co robi? Rezy­gnu­je. Lepiej nie zro­bić, niż zro­bić „źle”. Oczy­wi­ście, że ojciec nie zro­bi tak, jak mat­ka – zro­bi ina­czej, ale to wca­le nie zna­czy to, że gorzej. Cza­sem wręcz wymy­śli bar­dziej prak­tycz­ny spo­sób, waż­ne by mu na to pozwolić.

Ojciec to ten, któ­ry uczy dziec­ko podej­mo­wa­nia ryzy­ka, odwa­ża­nia się. To ten, któ­ry poka­zu­je, że to, co wyda­je się trud­ne, z cza­sem oka­zu­je się łatwe. To on zapew­nia o bez­pie­czeń­stwie, gdy mat­ka nawet boi się patrzeć na to, cze­go dziec­ko pró­bu­je. To tyl­ko z nim moż­na się bawić w pod­rzu­ca­nie, samo­lo­ty, prze­py­chan­ki, bo nikt inny tego tak dobrze nie umie. To prze­wa­la­nie z tatą pamię­ta się do koń­ca życia. Z uwa­gi na natu­ral­ną skłon­ność do jed­no­za­da­nio­wo­ści, ojciec, gdy coś robi z dziec­kiem, naj­czę­ściej jest w tym całym sobą. To momen­ty, któ­re budu­ją czło­wie­ka na zawsze.

Więk­szość męż­czyzn lepiej odnaj­du­je się w reali­zo­wa­niu celów krót­ko­ter­mi­no­wych, a w przy­pad­ku pra­cy z ludź­mi z auty­zmem cele są czę­sto moc­no odda­lo­ne w cza­sie. Face­ci w codzien­nym życiu naj­czę­ściej są roz­li­cza­ni za efekt swych dzia­łań, zatem odro­cze­nie go czę­sto wywo­łu­je nie­po­kój. Są przy­zwy­cza­je­ni, że świat ma wobec nich ocze­ki­wa­nia, któ­re mają speł­niać, więc narzu­ca­ją je sobie i swo­je­mu dziec­ku, wywie­ra­ją pre­sję, odno­sząc sku­tek odwrot­ny od zamie­rzo­ne­go. Klu­czo­we dla ojca oka­zu­je się zro­zu­mie­nie, że pro­ces, dro­ga są tu naj­waż­niej­sze, a jego pod­sta­wo­wą rolą jest towa­rzy­sze­nie w niej dziec­ku. Poma­ga rów­nież roz­ło­że­nie dzia­łań na maleń­kie kro­ki, któ­re o wie­le łatwiej zro­bić, niż wyko­nać stu­mi­lo­wy skok.

Dzia­ła­nie, pla­no­wa­nie, reali­za­cja to żywioł wie­lu męż­czyzn. To daje im poczu­cie spraw­stwa, w tym się odnaj­du­ją. Kie­dy jest plan, wia­do­mo, co robić, jest łatwiej. Gdy zada­nia są zde­fi­nio­wa­ne, o wie­le pro­ściej je reali­zo­wać. Tata czło­wie­ka z auty­zmem czę­sto potrze­bu­je pod­po­wie­dzi, wspar­cia w okre­śle­niu zadań, ale kie­dy już je ma, dobrze je reali­zu­je. War­to o tę pomoc popro­sić i tego też trze­ba się nauczyć.

Dziś Dzień Ojca. To dosko­na­ła oka­zja, by powie­dzieć Tobie, Tato, jak waż­ne miej­sce zaj­mu­jesz w życiu swo­je­go dziec­ka z auty­zmem. Kie­dy pró­bu­jesz i nie wycho­dzi, a mimo to nie rezy­gnu­jesz i pró­bu­jesz od nowa aż do skut­ku. Wiem, że się boisz, że masz w sobie mnó­stwo wąt­pli­wo­ści i wiem, że jesteś naj­lep­szą oso­bą, by swo­je­mu dziec­ku towa­rzy­szyć. Pozwól sobie na nie­do­sko­na­łość. Daj sobie pra­wo, by nie wie­dzieć. Możesz czuć zagu­bie­nie, możesz czuć bez­rad­ność. To jest OK. Zatrzy­maj się, pocze­kaj, nabierz dystan­su i dzia­łaj dalej. Pozwól sobie na łzy wzru­sze­nia i rado­ści, ale też na łzy smut­ku i bez­sil­no­ści. Jesteś czło­wie­kiem. Jesteś naj­lep­szym ojcem, jakim możesz być dla swo­je­go dziecka.

Odwa­gi!

Zasób 5

W Drodze... – by z autyzmem żyło się łatwiej

W Drodze… to mój bezpłatny newsletter, który wydaję od wielu lat i który stworzyłam, by Cię inspirować, podtrzymywać na duchu, skłaniać do zadawania pytań i szukania na nie odpowiedzi. Dzielę się w nim swoim doświadczeniem, swoimi obserwacjami i przemyśleniami dotyczącymi życia z autyzmem w tle. Informuję w nim także, co u mnie słychać, co zgłębiam, czego się uczę, czego uczę innych, więc jak chcesz być na bieżąco, zapisz się na mój newsletter* a w zamian zyskasz dostęp do dwóch seminariów, które dla Ciebie nagrałam.

Newsletter
w Drodze