Najczęściej go widzimy w działaniu. Robi, zabiega, towarzyszy, bawi się, pracuje, naprawia, podtrzymuje, nosi, przytula, tłumaczy. Robienie. Męska energia. Działanie.
Ale w każdym ojcu, podobnie jak w każdym z nas, jest też energia żeńska. Bycie.
Kim jesteś, Tato…?
Co myślisz?
Co czujesz?
O czym marzysz?
Czego się boisz?
Czego się wstydzisz?
Za czym tęsknisz?
Na co sobie nie pozwalasz?
Czego nie mówisz na głos?
Czego sobie nie możesz wybaczyć?
O czym śnisz?
Czego nie rozumiesz?
Czego pragniesz?
Kim jesteś, Tato…?
Każdego dnia widzę mojego męża, który staje do bycia Ojcem naszych dzieci.
Każdego dnia w mojej pracy widzę mężczyzn, którzy stają do swojej roli niezależnie od wszystkiego.
Niezależnie od tego, że się boją, że nie rozumieją, że nie dają rady, że mają dość.
Niezależnie od tego, ile błędów popełnili i ile jeszcze popełnią.
Niezależnie od tego, ile razy nie wyszło i ile razy ich przerosło.
Każdego dnia spotykam ojców, którzy stają do swojego zadania.
Stają, bo są ojcami.
Stają, bo nie umieją nie stawać.
Stają, bo tym właśnie są.
Widzę mężczyzn, którzy nie zadowalają się pierwszym lepszym rozwiązaniem czy odpowiedzią.
Widzę mężczyzn, którzy ocierają łzy w poruszeniu odkryciem, kim są oni i kim są ich dzieci.
Widzę mężczyzn, którzy wstają za każdym razem, by iść dalej.
Widzę mężczyzn na pierwszej linii i zamykających tyły.
Widzę mężczyzn świętujących i przerażonych tym, co jest ich udziałem.
Widzę mężczyzn robiących, co trzeba.
Twardość w towarzystwie wrażliwości.
Siła wydobyta z bezradności.
Szorstkość idąca pod rękę z czułością.
Moc płynąca z miłości.
Oni są.
Jest ich więcej, niż się wydaje.
Zobaczmy ich.
Dziękuję Wam, Ojcowie!
Dziękuję Wam, Panowie!
Dziękuję Wam za jakość Waszego bycia!
Dziękuję Tobie, Tomeczku, za to, jakim Tatą jesteś dla naszych dzieci.