Czy naszym autystycznym dzieciom trzeba pozwalać, żeby robiły tylko to, co nie wymaga od nich żadnego wysiłku, czy trzeba je cisnąć, żeby „równały” do reszty?
Bardzo często ludzie tak właśnie stawiają pytanie. Lubimy czarno-białe rozwiązania. Lubimy gotowe odpowiedzi. Lubimy sztywne zasady.
Dlaczego?
Bo wtedy w pewien sposób jest łatwiej. Nie trzeba na każdym kroku analizować sytuacji. Nie trzeba brać pod uwagę rozmaitych elementów kontekstu. Nie trzeba uwzględniać unikalności indywidualnej konstrukcji człowieka. Nie trzeba myśleć, a jedynie robić w jeden albo drugi sposób. To oszczędza energię, więc jest łatwiej.
Jednocześnie generuje całe mnóstwo frustracji po stronie opiekuna, bo dzieciak tylko robi to, co nie wymaga żadnego wysiłku i się nie rozwija. Po stronie dzieciaka, bo stary ciśnie na coś, co jest dla dzeiciaka trudne. Po obu stronach – bo dzieciak oporuje wobec Twojej presji, a Ty się wkurzasz, że oporuje. Czasem nawet może postraszysz, że jak nie zrobi, to…
Sytuacja jest z jednej strony o wiele bardziej złożona, z drugiej – o wiele bardziej prosta.
Złożona, bo człowiek nie jest czarno-biały, ale składa się z mnóstwa odcieni szarości. Człowiek to nie maszyna, która zawsze pracuje tak samo, wystarczy ją naoliwić. Zmiennych, które decydują o tym, na ile Twoje dziecko jest w stanie się zaangażować, podjąć wyzwanie, zrobić tak, jak uważasz, jest całe mnóstwo. Wątki, które o tym decydują, przeplatają się, wpływają na siebie, od siebie zależą. I to jest ten trudny kawałek.
Prosta, bo kiedy rozumiesz, jak ten autystyczny człowiek działa, wszystko zaczyna Ci się sklejać, układać w logiczną całość, pojawia się zrozumienia, a z nim ulga. Puzzle wskakują na swoje miejsce, a Ty zaczynasz rozumieć, jak w tym nawigować. Zaczynasz doświadczać przyjemności i satysfakcji, bo budujesz relację w oparciu o głębokie rozumienie człowieka. Zaczynasz doświadczać szczęścia, bo możesz tego swojego bliskiego autystycznego człowieka, kimkolwiek jest, zobaczyć w spójnej prawdzie. Masz poczucie sukcesu, bo dajesz drugiemu człowiekowi jakość, do której aspirujesz.
Nie chodzi o to, żeby człowiek robił jedynie to, co nie wymaga żadnego wysiłku, bo wtedy gnuśnieje, nie rozwija się. Jest przyjemnie, owszem, i przyjemność nie wystarcza do poczucia dobrostanu.
Nie chodzi o to, by człowieka tylko cisnąć, by wychodził ze swojej strefy komfortu, bo wtedy jest w nieustannym napięciu, stresie, poczuciu zagrożenia, a to nikomu nie służy i trudno się czegokolwiek wtedy uczyć.
To nie jest ALBO to ALBO to.
To jest I to I to. Twoje dziecko potrzebuje doświadczeń, które są łatwe, bez wysiłkowe, bo układ nerwowy wtedy odpoczywa, a człowiek ma możliwość doświadczyć gładkości i lekkości w działaniu oraz płynącej z tego przyjemności.
Potrzebuje też doświadczeń, które wymagają uruchomienia dodatkowych zasobów, mobilizacji, by stworzyć w mózgu nowe połączenia, by się uczyć i nadal proces uczenia się musi być równoważeniem wyzwania ze wsparciem, wyzwania i bezpiecznych, niezagrażających warunków.
To połączenie buduje dobrostan. U każdego, niezależnie od tego, jaki ma mózg.