Sytuacje trudne dla wszystkich

Podziel się artykułem!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Popy­cha­nie, ucie­ka­nie, rzu­ca­nie przed­mio­ta­mi, krzy­ki, ude­rza­nie sie­bie, kiwa­nie się, gło­śne mru­cze­nie to tyl­ko nie­któ­re z tzw. zacho­wań trud­nych. Wymie­nio­ne sytu­acje to momen­ty, któ­re w więk­szo­ści są dla oto­cze­nia nie­kom­for­to­we, budzą wie­le emo­cji, nie­jed­no­krot­nie strach, stąd powszech­nie są zwa­ne zacho­wa­nia­mi trud­ny­mi. Bar­dzo czę­sto, nie­ste­ty, w sku­pie­niu na uciąż­li­wo­ści zacho­wa­nia dla oto­cze­nia zapo­mi­na się, że kie­dy owe zacho­wa­nia wystę­pu­ją, to trud­no­ści doświad­cza­ją przede wszyst­kim oso­by będą­ce „wyko­naw­ca­mi” zacho­wa­nia. Stąd też nie zga­dzam się z aktu­al­nym tren­dem, by zacho­wa­nia trud­ne nazy­wać zacho­wa­nia­mi nie­od­po­wied­ni­mi kon­tek­sto­wo. Gdy popa­trzy­my na zacho­wa­nie dość powszech­ne wśród osób z auty­zmem, jakim jest kiwa­nie się cza­sem z bar­dzo dużą ampli­tu­dą wychy­le­nia cia­ła, wca­le nie musi być one nie­od­po­wied­nie do kon­tek­stu, nadal jed­nak oto­cze­nie będzie mia­ło z nim trud­ność.
Moim zda­niem w okre­śle­niu „zacho­wa­nie trud­ne” kry­je się kwin­te­sen­cja spra­wy – trud­ność, któ­rej czło­wiek w danym momen­cie doświad­cza i któ­rej skut­kiem jest wła­śnie owo zacho­wa­nie, czę­sto trud­ne rów­nież dla otoczenia.

O czym war­to pomy­śleć, kie­dy mamy stycz­ność z zacho­wa­nia­mi, któ­re przy­spa­rza­ją kło­po­tu?
Przede wszyst­kim war­to nabrać świa­do­mo­ści, że w wie­lu wypad­kach, jako oto­cze­nie, mamy wpływ na to, w jaki czło­wiek będzie reago­wał w danej sytu­acji. Może­my dzia­łać w spo­sób, któ­ry będzie mu uła­twiał pora­dze­nie sobie lub, wręcz prze­ciw­nie, w spo­sób, któ­ry będzie przy­czy­niał się do zacho­wa­nia czy je eskalował.

Jakie zatem są naj­czę­ściej popeł­nia­ne błędy?

BRAK INFORMOWANIA
Brak infor­mo­wa­nia o tym, co się będzie dzia­ło w cią­gu dnia i brak anga­żo­wa­nia czło­wie­ka w two­rze­nie tego pla­nu. Zdu­mie­wa­ją­ce jest to, w jaki wie­lu domach i w jak wie­lu pla­ców­kach ludzie nie mają swo­ich har­mo­no­gra­mów dzia­ła­nia na dany dzień. Każ­dy z nas ma swój gra­fik w gło­wie, wie z grub­sza, co, kie­dy i jak będzie się dzia­ło. Nie­ste­ty w nie­zro­zu­mia­ły spo­sób świat zakła­da, że czło­wiek z auty­zmem, mimo że powszech­nie wia­do­mo, że auty­ści potrze­bu­ją prze­wi­dy­wal­no­ści, nie musi mieć pla­nu, bo i po co?
Brak infor­mo­wa­nia doty­czy też tego, co będzie się dzia­ło za chwi­lę. Co za kło­pot powie­dzieć, że teraz pój­dziesz na dru­gie pię­tro i będziesz miał zaję­cia z goto­wa­nia albo, że przyj­dzie do kla­sy gość?
Brak infor­mo­wa­nia o tym, co będzie się dzia­ło w przy­szło­ści. Może w następ­nym roku szkol­nym dany nauczy­ciel już nie będzie pra­co­wał i było­by miło, żeby przy­go­to­wał na to swo­je­go ucznia, wytłu­ma­czył mu, jak będzie wyglą­dać jego rze­czy­wi­stość.
Brak infor­mo­wa­nia o tym, co zro­bisz, że dotkniesz, że chcesz coś wziąć czło­wie­ko­wi z ręki, że mu wytrzesz nos (bo aku­rat takiej pomo­cy wyma­ga), że zamkniesz drzwi, zapa­lisz świa­tło, itp. itd.

W bra­ku infor­mo­wa­nia kry­je się nie­ste­ty nasz spo­sób myśle­nia o czło­wie­ku. Czy myśli­my o nim jak o pod­mio­cie, któ­re­mu nale­ży się sza­cu­nek, któ­ry ma pra­wo wie­dzieć, któ­ry zwy­czaj­nie potrze­bu­je wie­dzieć, co się z nim i wokół nie­go będzie dzia­ło, czy też jak o kimś, kto nie myśli, nie czu­je, nie wie, bo prze­cież nie mówi, więc jest mu wszyst­ko jedno.

Kie­dy mój syn leżał kie­dyś w śpiącz­ce, mia­łam moż­li­wość obser­wo­wa­nia pie­lę­gnia­rek przy pra­cy na oddzia­le inten­syw­nej tera­pii. Obok moje­go syna leżał dru­gi chło­piec, rów­nież w śpiącz­ce.
Pie­lę­gniar­ki zaj­mu­ją­ce się nimi dzie­li­ły się na dwie gru­py. Te, z pierw­szej gru­py, po pro­stu pod­cho­dzi­ły do ich łóżek i wyko­ny­wa­ły swo­je zada­nia – zmie­nia­ły kro­plów­ki, kar­mi­ły przez son­dę, prze­kła­da­ły na dru­gi bok, okle­py­wa­ły itp. Te, z gru­py dru­giej, już idąc w kie­run­ku łóż­ka, zaczy­na­ły tłu­ma­czyć „Adam, pod­łą­czę ci kro­plów­kę, prze­ło­żę cię na dru­gi bok, okle­pię cię, będę kar­mić, itd.” W teo­rii nie mia­ło to zna­cze­nia dla chłop­ców, w któ­rych uśpio­nych far­ma­ko­lo­gicz­nie mózgach nic się dzia­ło. A jed­nak…
Kie­dy pod­cho­dzi­ły pie­lę­gniar­ki z gru­py tłu­ma­czą­cych, co będą robić, para­me­try życio­we obu chłop­ców pozo­sta­wa­ły bez zmian. Kie­dy zaś pod­cho­dzi­ły pie­lę­gniar­ki robią­ce rze­czy bez uprze­dze­nia, i tęt­no, i ciśnie­nie krwi zna­czą­co rosły.
Hmm. Prze­cież do nich nic nie docie­ra­ło, to co za różnica?

Róż­ni­ca pole­ga na tym, czy trak­tu­jesz czło­wie­ka jak czło­wie­ka, czy jak obiekt swo­ich oddziaływań.

Czy to napraw­dę taki duży trud powie­dzieć oso­bie, co zamie­rzasz, co się z nią będzie dzia­ło?
Tak nie­wie­le a zmie­nia tak wiele.

PRZEDMIOTOWE TRAKTOWANIE
Nawią­zu­je do tego, co powy­żej, ale doty­czy tak­że innych aspek­tów.
Impe­ra­tyw­ny język pole­ceń i cią­głych pytań spraw­dza­ją­cych czło­wie­ka wie­dzę.
Chodź, sia­daj, zostaw, daj, zrób, zapal, zgaś, włóż, wyj­mij. I ocze­ki­wa­nie natych­mia­sto­wej reak­cji.
Jak czło­wiek nie reagu­je natych­miast, to od razu nastę­pu­je w powtó­rze­nie pole­ce­nie, powtó­rze­nie pyta­nia, czę­sto po wile­okroć. Nie ma cza­su ani prze­strze­ni na to, by oso­ba pomy­śla­ła, co zro­bić, jak odpo­wie­dzieć, jak zare­ago­wać. Ma być już. Tutaj. Teraz. Już i koniec, kropka.

Zarzą­dza­nie cia­łem czło­wie­ka, jak­by było wła­sno­ścią ogó­łu albo tego, kto się znaj­du­je naj­bli­żej. Prze­sta­wia­nie, prze­su­wa­nie, cią­gnię­cie, bra­nie za rękę bez uprze­dze­nia, pro­wa­dze­nie gdzieś, nie wia­do­mo gdzie. Zakła­da­nie i zdej­mo­wa­nie rze­czy, dawa­nie i zabie­ra­nie, wyj­mo­wa­nie z ręki ot tak, bycie zbyt bli­sko.
A jak Ty byś się poczu­ła, gdy­by w Two­ją fizycz­ność ktoś tak inge­ro­wał? Jak by wyglą­da­ła Two­ja reak­cja? Czy „przy­pad­kiem” w odpo­wie­dzi nie zapre­zen­to­wa­ła­byś trud­ne­go zachowania?

Mówie­nie o czło­wie­ku w jego obec­no­ści, jak­by był meblem. Nie do nie­go, tyl­ko o nim, kie­dy on stoi obok. Wie­lu zapy­ta, a jak mam mówić do nie­go, jak on nie mówi i nic nie odpo­wie? Nie szko­dzi, że nie odpo­wie. Waż­ne, że potrak­tu­jesz go jak czło­wie­ka a to ozna­cza, że mówiąc o nim, zwró­cisz się do nie­go. Ten, kto jest obok oso­by a auty­zmem, prze­kaz zro­zu­mie a auty­sta zacho­wa swo­ją podmiotowość.

NIEPODEJMOWANIE POMOCNEGO DZIAŁANIA
Mowa o sytu­acjach, kie­dy w teo­rii wiesz, że coś jest dla czło­wie­ka trud­ne np. płacz małe­go dziec­ka a mimo to nie podej­mu­jesz dzia­ła­nia, któ­re mogło­by uła­twić czło­wie­ko­wi życie, mogło­by pomóc pora­dzić sobie w tej sytu­acji np. uprze­dze­nie i zało­że­nie słu­cha­wek wygłu­sza­ją­cych.
Inne sytu­acje to trzy­ma­nie czło­wie­ka w sali razem z gro­ma­dą roz­wrzesz­cza­nych dzie­cia­ków, mimo że obok jest sala, któ­ra świe­ci pust­ka­mi i w któ­rej mógł­by prze­cze­kać naj­trud­niej­szy czas.
Jesz­cze inne to powstrzy­ma­nie się od psi­ka­nia się per­fu­ma­mi, gdy wiesz, że będziesz bli­sko, cza­sem na małej prze­strze­ni a zale­ży Ci, by czło­wiek mógł się sku­pić i pra­co­wać.
Robie­nie dłu­gich aka­de­mii z wystę­pa­mi, pod­czas gdy więk­szość ma trud­ność z wysie­dze­niem i ostat­nią rze­czą, jaką jest w sta­nie robić, to podą­żać za czy­ta­ny­mi wier­sza­mi i prze­mo­wa­mi.
Trzy­ma­nie za ręce czło­wie­ka, któ­ry uży­wa do komu­ni­ka­cji gestów Maka­to­nu, więc nie może prze­ka­zać, że chce zro­bić siku a potem świę­te obu­rze­nie, że się obna­ża, jak już uda­ło mu się wyrwać ręce.

Kie­dy obser­wu­ję tego typu sytu­acje, nie­zmien­nie zada­ję sobie to samo pyta­nie – czy to brak wie­dzy czy woli? Ale wie­dzy chy­ba nie, bo jak­by nauczy­cie­li, tera­peu­tów, rodzi­ców zapy­tać, cze­go oso­ba z auty­zmem potrze­bu­je a co jest dla niej trud­ne, więk­szość wyka­że się zna­jo­mo­ścią teo­rii. Zatem brak wie­dzy nie wcho­dzi w grę. Pozo­sta­je tyl­ko brak woli albo zało­że­nie, że tę całą wie­dzę moż­na sobie wło­żyć do kie­sze­ni i już bez prze­sa­dy z tymi potrze­ba­mi autystów.

UTRWALANIE ZACHOWAŃ POPRZEZ REAKCJE OTOCZENIA
Natych­mia­sto­we reak­cje i komen­to­wa­nie w sytu­acjach, któ­re nagłe­go dzia­ła­nia nie wyma­ga­ją.
Czło­wiek coś wysy­pał, podarł, czymś rzu­cił a Ty od razu moc­nym gło­sem oznaj­miasz, że nie wol­no, że tak się nie robi itp. itd. Przy­sło­wio­we mle­ko już się roz­la­ło i Twój komen­tarz nic tu nie zmie­ni. Czło­wiek zwy­kle dosko­na­le wie, że nie powi­nien w dany spo­sób postę­po­wać a Two­je emo­cjo­nal­ne komen­ta­rze jedy­nie dole­wa­ją oli­wy do ognia. Zostaw sobie dzia­ła­nia natych­mia­sto­we na sytu­acje, gdzie w grę będzie wcho­dzi­ło ludz­kie życie i, fak­tycz­nie, będzie trze­ba dzia­łać natych­miast.
Zamiast wygła­szać mądro­ści, cze­go nie wol­no, zmień język, jakim się posłu­gu­jesz i mów komu­ni­ka­tem od „ja”, ucz się języ­ka bez prze­mo­cy i komu­ni­kuj, cze­go ocze­ku­jesz a nie co jest zabronione.

BRAK TŁUMACZENIA, PO CO COŚ JEST ROBIONE
Zasta­nów się, ile razy chcia­łaś, żeby czło­wiek coś robił a mu nie wyja­śni­łaś, po co, co w tym jest waż­ne­go. Ocze­ku­jesz współ­pra­cy, przy­ja­zne­go nasta­wie­nia a nie dbasz o zapew­nie­nie pod­sta­wo­we­go uza­sad­nie­nia dzia­łań. Wiesz prze­cież, że dla ludzi z auty­zmem logi­ka ma kolo­sal­ne zna­cze­nie i argu­ment ”bo ja tak mówię”, to żaden argu­ment. Czło­wiek musi rozu­mieć, po co ma coś robić, musi mieć poczu­cie sen­su. Wów­czas szan­se na jego współ­dzia­ła­nie są napraw­dę duże. Wysil się i poszu­kaj argu­men­tu. Oboj­gu Wam będzie łatwiej.

NAZYWANIE AGRESJĄ NAJMNIEJSZYCH PRZEWINIEŃ
Trza­snął drzwia­mi, wybiegł z sali, rzu­cił książ­ką, klep­nął w ramię, zerwał się nagle, odpy­cha­jąc stół, prze­su­nął oso­bę, któ­ra była za bli­sko. Jest agre­syw­ny.
Z defi­ni­cji, któ­rą znaj­dzie­my w słow­ni­ku języ­ka pol­skie­go, agre­sja to wro­gie, zaczep­ne zacho­wa­nie się. Gros z wymie­nio­nych zacho­wań to dzia­ła­nia roz­ła­do­wu­ją­ce emo­cje lub mają­ce na celu radze­nie sobie z sytu­acją np. nad­mier­nej bli­sko­ści. War­to zacho­wać powścią­gli­wość w sza­fo­wa­niu sło­wa­mi i nie przy­kle­jać czło­wie­ko­wi na czo­le ety­kiet­ki agre­syw­ne­go osob­ni­ka, bo szyb­ko może się oka­zać, że taki się sta­nie.
Kie­dy ostat­nio usły­sza­łam histo­rię dziew­czyn­ki, o któ­rej dzie­ci w kla­sie mówią „agre­sja”, ogar­nął mnie wiel­ki nie­po­kój i smu­tek. Tak łatwo zro­bić z kogoś łobu­za tyl­ko dla­te­go, że nie zna się spo­so­bu, żeby mu pomóc.

Wszyst­kie wymie­nio­ne prze­ze mnie „błę­dy” mają jed­ną cechę wspól­ną. Cha­rak­te­ry­zu­je je brak pochy­le­nia się, by wnik­nąć w isto­tę sytu­acji. By zadać pyta­nie, z cze­go dane zacho­wa­nie wyni­ka, jaka jest jego funk­cja, co czło­wiek nam swo­im zacho­wa­niem pró­bu­je prze­ka­zać.
Nie cho­dzi wca­le o to, by na wszyst­ko się godzić, na wszyst­ko pozwa­lać, bo auty­stom jest trud­no.
A jest im cho­ler­nie trud­no. War­to sobie z tego zdać spra­wę.
Cią­gle ktoś podej­mu­je za nich decy­zje, gdzieś wozi, zabie­ra, czę­sto nie pyta o zda­nie. Poczu­cie wpły­wu na wła­sne życie wie­lu z nich ma bar­dzie nie­wiel­kie, żeby nie powie­dzieć żadne.

War­to tzw. zacho­wa­nia trud­ne postrze­gać jako komu­ni­kat „trud­no mi i pró­bu­ję sobie pora­dzić w spo­sób, jaki jest mi dostępny”.

My, jako oto­cze­nie osób z auty­zmem, może­my się w zna­czą­cy spo­sób przy­czy­niać do tego, by ich życie było łatwiej­sze, by sobie lepiej w róż­nych sytu­acjach radzi­li. Wte­dy i nam będzie łatwiej.

Zasób 5

W Drodze... – by z autyzmem żyło się łatwiej

W Drodze… to mój bezpłatny newsletter, który wydaję od wielu lat i który stworzyłam, by Cię inspirować, podtrzymywać na duchu, skłaniać do zadawania pytań i szukania na nie odpowiedzi. Dzielę się w nim swoim doświadczeniem, swoimi obserwacjami i przemyśleniami dotyczącymi życia z autyzmem w tle. Informuję w nim także, co u mnie słychać, co zgłębiam, czego się uczę, czego uczę innych, więc jak chcesz być na bieżąco, zapisz się na mój newsletter* a w zamian zyskasz dostęp do dwóch seminariów, które dla Ciebie nagrałam.

Newsletter
w Drodze