ZAPOWIADAŁ SIĘ PIĘKNY DZIEŃ…

Podziel się artykułem!

Zapo­wia­dał pięk­ny dzień… Od rana wszyst­ko pły­nę­ło przy­jem­nym, wcze­śniej usta­lo­nym ryt­mem. Wra­ca­łam samo­cho­dem z moim auty­stycz­nym synem z zajęć. Jecha­li­śmy na dwo­rzec ode­brać moją cór­kę, któ­ra wie­le godzin wra­ca­ła do domu po dłuż­szej nie­obec­no­ści. Cie­szy­łam się, że za chwi­lę ją zoba­czę, że mogę ją ode­brać i spra­wić, że szyb­ko będzie u sie­bie w domu. Ona tez cie­szy­ła się na powrót. To był napraw­dę przy­jem­ny dzień…

Jest 12.45. Sto­imy na środ­ko­wym pasie na świa­tłach w cen­trum War­sza­wy. Huk, jak­by bom­ba wybu­chła. W pierw­szym momen­cie nie wiem, o co cho­dzi i po chwi­li do mnie docie­ra… Ktoś wbił mi się w tył samo­cho­du. Muszę wysiąść spraw­dzić, jakie są skut­ki, jed­no­cze­śnie nie mogę spu­ścić z oczu moje­go doro­słe­go syna, żeby nie wyszedł na uli­cę. To mogło­by skut­ko­wać kolej­nym zda­rze­niem. Na szczę­ście niko­mu nic się nie stało.

Wysia­da­jąc, dzwo­nię do cór­ki, że nie przy­ja­dę i musi brać tak­sów­kę. Następ­ny tele­fon wyko­nu­ję do dru­gie­go syna. W dwóch sło­wach mówię, co się sta­ło i pytam, czy może przy­je­chać po bra­ta i go zabrać do domu, bo ja muszę cze­kać na poli­cję. Sły­szę tyl­ko: „wyślij pinez­kę, zaraz będę”. Do męża nie dzwo­nię, bo i tak nie odbie­rze, kie­dy przyj­mu­je pacjen­tów – nawet nie będzie wie­dział, że dzwonię.

Młod­szy syn wycho­dzi z pra­cy, bie­rze hulaj­no­gę i jest 10 minut póź­niej na miej­scu. Zabie­ra star­sze­go bra­ta tak­sów­ką do domu. Na szyb­ko tłu­ma­czę naj­star­sze­mu, co się dzie­je i o co cho­dzi w nadziei, że pomie­ści, przy­naj­mniej na gorą­co. Chło­pa­ki cze­ka­ją na trans­port, ja cze­kam na poli­cję. Kolej­ny tele­fon zno­wu do cór­ki, żeby jed­nak poje­cha­ła do nas, nie do sie­bie, bo może będzie potrzeb­ne dodat­ko­we wsparcie…

Przy­jeż­dża poli­cja, ogar­nia pro­to­kół zda­rze­nia, jadę do domu.

Jadę do domu, a przed ocza­mi prze­wi­ja­ją mi się obraz­ki z ostat­nich 25 lat (tyle lat ma mój dru­gi syn), kie­dy moje młod­sze dzie­ci musia­ły porzu­cać to, czym się zaj­mo­wa­ły… Gdy musia­ły w mgnie­niu oka zmie­niać pla­ny, bo brat miał pro­blem… bo brat nie dawał rady… bo brat miał napad padacz­ko­wy… bo brat wyma­gał szy­cia, gip­su czy innych inter­wen­cji, bo…

Ileż razy musia­ły prze­rwać w naj­lep­szym momen­cie zaba­wę, bo coś się dzia­ło… Ileż razy musia­ły wyjść z miej­sca, w któ­rym chcia­ły jesz­cze zostać, bo dla bra­ta już było za dużo… Ileż razy jak bań­ka mydla­na pry­ska­ła rado­sna atmos­fe­ra przy sto­le, bo brat coś… Ileż razy musia­ły zostać same, bo nie było inne­go wyj­ścia… Ileż razy musia­ły robić coś, na co nie były w żaden spo­sób goto­we, bo taka była potrze­ba…  Ileż razy musia­ły rozu­mieć, mimo że ani nie potra­fi­ły, ani nie chciały…

Rodzeń­stwo…

Rodzeń­stwo osób z trud­no­ścia­mi w funk­cjo­no­wa­niu. Nie jest istot­ne, jaką brat czy sio­stra ma dia­gno­zę. Istot­ne jest, jak bar­dzo to, co się z nim dzie­je, wpły­wa na życie rodziny…

Boha­te­ro­wie dru­gie­go pla­nu… Oni mają naj­trud­niej… Ci, któ­rzy ze mną pra­cu­ją, wie­dzą, że rodzeń­stwo ma w moim ser­cu szcze­gól­ne miejsce.

Rodzi­ce, jak­kol­wiek na nich spo­czy­wa cała odpo­wie­dzial­ność za ogar­nia­nie sytu­acji, są w pozy­cji oczy­wi­stej. Muszą zro­bić, co muszą zro­bić. Wszak są rodzi­ca­mi. Nie jest to żad­ne boha­ter­stwo. Robią, co do nich nale­ży… ale brat… ale siostra…

Oni muszą się odna­leźć… muszą sobie pora­dzić… muszą rozu­mieć…
Czę­sto sły­szą i widzą rze­czy, na któ­re abso­lut­nie nie mają zaso­bów, by je pomie­ścić… Czę­sto zosta­ją ze wszyst­kim sami, bo rodzic, kie­dy ogar­nie sytu­ację z wyma­ga­ją­cym bra­tem czy sio­strą, jest tak ucie­szo­ny, że po raz kolej­ny się uda­ło uga­sić pożar i prze­trwać, a zara­zem tak wyczer­pa­ny, że już nawet nie pomy­śli, że teraz nale­ża­ło­by pójść do tych pozo­sta­łych i im pomóc sobie pora­dzić ze wszyst­kim, cze­go wła­śnie doświad­czy­li. Myślę sobie, ile takich sytu­acji było, gdy dla nich już mnie nie wystarczyło…

Nie cho­dzi to, by sie­bie obwi­niać… Nie cho­dzi o to, by rodzeń­stwo gloryfikować…

Cho­dzi o to, byśmy mie­li świa­do­mość, jak zło­żo­na jest ta ukła­dan­ka… Jak wie­le jest tych kawał­ków, o któ­rych trze­ba pomy­śleć i o któ­re trze­ba zadbać… Cza­sem się uda… Pew­nie czę­ściej nie damy rady…

Z uko­je­niem przy­cho­dzi tyl­ko pyta­nie: „Co w tym jest dla mnie…?”

Zasób 5

W Drodze... – by z autyzmem żyło się łatwiej

W Drodze… to mój bezpłatny newsletter, który wydaję od wielu lat i który stworzyłam, by Cię inspirować, podtrzymywać na duchu, skłaniać do zadawania pytań i szukania na nie odpowiedzi. Dzielę się w nim swoim doświadczeniem, swoimi obserwacjami i przemyśleniami dotyczącymi życia z autyzmem w tle. Informuję w nim także, co u mnie słychać, co zgłębiam, czego się uczę, czego uczę innych, więc jak chcesz być na bieżąco, zapisz się na mój newsletter* a w zamian zyskasz dostęp do dwóch seminariów, które dla Ciebie nagrałam.