Szłam przez las z Młodym.
Z naprzeciwka kobieta pchała wózek z niepełnosprawnym mężczyzną około trzydziestki (być może był jej synem). Mężczyzna wyglądał na człowieka z porażeniem mózgowym i miał bardzo przytomne spojrzenie – cały czas patrzył na nas badawczo. Kiedy byli już bardzo blisko, wykonał ręką ruch, jakby chciał nas pozdrowić. Osoby w jakiś sposób atypowe wydają się „zwąchiwać” siebie na odległość.
Jednak ja nie zajarzyłam, że to było pozdrowienie. Być może nie było, może ruch ręką był przypadkowy, jednak nie ma to w tej opowieści żadnego znaczenia. Istotne jest to, że tego nie wyłapałam i dopiero, gdy nas minęli, dotarło do mnie, co właśnie się wydarzyło. Mój mózg najwyraźniej nie był w trybie „praca”.
Nasz umysł to narząd, którego zadaniem jest odtwarzać i przewidywać. Na podstawie wcześniejszych doświadczeń, przewidujemy, o co może chodzić i adaptujemy się do tego. Kiedy słyszymy odgłos syreny, spodziewamy się, że będzie jechał pojazd uprzywilejowany i rozglądamy się, czy i jak mamy zrobić mu miejsce. Trenujemy nasz umysł w tym, co ma wyłuskiwać wśród natłoku dochodzących do nas informacji. Obserwowałam to przez lata, rejestrując najdrobniejsze zmiany w napięciu ciała czy oddechu mojego syna, dzięki czemu mogłam go złapać, gdy moment później miał napad padaczkowy, podczas gdy nikt inny nawet się zorientował, że jego organizm wysyłał sygnały.
Zauważamy to, na co zwracamy uwagę. Dostrzegamy to, co w sobie wytrenowaliśmy.
Gdy siedzisz na żaglówce jako pasażer, nie jesteś w stanie rozpoznać różnicy w zmarszczkach na wodzie, układzie icków na wantach czy odczytać tego, co opowiadają chmury. Jednak wytrawny żeglarz zauważa te wszystkie oznaki wręcz bezwiednie. Potrafi rozpoznać w mig detale, które mają znaczenie i dzięki temu wybrać lub poluzować żagle, zmienić kurs czy inaczej ustawić balast łodzi. Dlaczego? Bo wie, na co patrzeć. Bo w tym się wytrenował.
Kiedy obcujemy z ludźmi autystycznymi, w szczególności, gdy do tego są niewerbalni i/lub z niepełnosprawnością intelektualną, potrzebujemy być mistrzami w odczytywaniu sygnałów, których nikt inny nie widzi. Zmiana napięcia mięśniowego ciała, spojrzenia, sposobu oddychania, mówienia, wykonywanych ruchów i wiele innych to sygnały niosące przekaz, którego nie możemy ignorować, chcąc zapewnić im zarówno wsparcie jak i bezpieczeństwo. Czytanie między wierszami, wychwytywanie subtelnych zmian w zachowaniu, analiza kontekstu, przechodzenie od ogółu do szczegółu i z powrotem z prędkością światła, to umiejętności, które potrzebujemy w sobie wytrenować. Są konieczne dla ich i naszego komfortu, są niezbędne dla ich i naszego bezpieczeństwa.
Przykładam ogromną wagę do subtelności, gdy pracuję indywidualnie z rodzicami autystycznych osób, prowadzę szkolenia czy superwizuję nauczycieli i terapeutów. To od tych małych-wielkich rzeczy tak wiele zależy, o wiele więcej, niż się wydaje. To drobiazgi decydują o skuteczności naszego wsparcia. To one determinują dobrostan ludzi, z którymi pracujemy i nas samych.