Zgodzić się na to, co jest… Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić

Podziel się artykułem!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Kie­dy spra­wy w naszym życiu toczą się ina­czej niż zapla­no­wa­li­śmy, u więk­szo­ści z nas pierw­szą reak­cją jest sprze­ciw. Jak to? Prze­cież mia­ło być ina­czej. To nie tak.
Sprze­ciw tym więk­szy, im więk­szy kali­ber zagad­nie­nia, któ­re prze­bie­ga odmien­nie niż to sobie wyobra­ża­li­śmy. Kie­dy doty­czy to spraw dla nas naj­waż­niej­szych, naj­bliż­szych nasze­mu ser­cu, zaak­cep­to­wa­nie w peł­ni, pogo­dze­nie się ze sta­nem rze­czy oraz z samym sobą jest najtrudniejsze.

Do takich naj­trud­niej­szych spraw nale­żą m.in. odej­ście uko­cha­nej oso­by, utra­ta wyma­rzo­nej pra­cy, dobyt­ku życia, zdra­da przez przy­ja­cie­la, odmien­na niż stan­dard prze­wi­du­je orien­ta­cja sek­su­al­na dziec­ka i wresz­cie to, że Two­je dziec­ko jest inne. Ma autyzm, zespół Asper­ge­ra, zabu­rze­nia (tu wpisz odpo­wied­nią nazwę). A może nie ma tak napraw­dę żad­nej dia­gno­zy, nie­mniej roz­wi­ja się z pew­no­ścią w spo­sób odbie­ga­ją­cy od tego, któ­ry nazy­wa­my neurotypowym.

To bar­dzo trud­ne doświad­cze­nie. Nie­jed­no­krot­nie uświa­da­miasz sobie, że spra­wy nie idą tak, jak chcia­łaś. Marzy­łaś na temat swo­je­go dziec­ka, snu­łaś pla­ny, wyobra­ża­łaś sobie róż­ne momen­ty z jego przy­szłe­go życia a tu nic z tego nie ma miej­sca. Wszyst­ko pry­snę­ło jak bań­ka mydla­na. Dzie­ci Two­ich kole­ża­nek mają przy­ja­ciół, cho­dzą na rand­ki, samo­dziel­nie wyjeż­dża­ją, pro­wa­dzą nie­za­leż­ne życie a Two­je dziec­ko nie. Tak­że Two­je życie moc­no od bie­ga od tego, co za nor­mę uwa­ża­ją Twoi zna­jo­mi.
Każ­de­go dnia widzisz te trud­no­ści i myślisz sobie „to nie tak mia­ło być”.

Być może zada­jesz pyta­nie „Dla­cze­go ja? Dla­cze­go moje dziec­ko? Dla­cze­go moja rodzi­na?”
Jeśli to robisz, natych­miast prze­stań. Wiem, co mówię, gdyż przez dobrych kil­ka lat życia moje­go syna takie wła­śnie pyta­nia zada­wa­łam. Bogu, loso­wi, Wszech­świa­tu.
Nie ma bar­dziej pozba­wio­ne­go sen­su pyta­nia. Po pierw­sze nie ma na nie odpo­wie­dzi. Po dru­gie, kie­dy je zada­jesz, odbie­rasz sobie moc. Sta­wiasz sie­bie w pozy­cji ofia­ry. Ofia­ry oko­licz­no­ści, zło­że­nia losu, czy wyro­ków boskich, w zależ­no­ści któ­ra filo­zo­fia jest Ci bliż­sza.
Kie­dy zada­jesz sobie pyta­nie „dla­cze­go ja?” nie masz siły dzia­łać. Ogar­nia Cię nie­moc i bez­wład. Nie masz nadziei.
Zamiast tego zacznij sie­bie pytać „Jak sobie z tym pora­dzić? Sko­ro już tak jest, jak się w tym odnaleźć?”

I tu przy­cho­dzi akcep­ta­cja. Tu zja­wia się zgo­da.
To pierw­szy i naj­waż­niej­szy krok. Nie ma nic bar­dziej istot­ne­go. Tutaj, w miej­scu zgo­dy w Two­im ser­cu i umy­śle wszyst­ko się zaczy­na i wszyst­ko się kończy.

Czę­sto nie chcesz się zgo­dzić, bo kry­je się za tym pod­świa­do­my strach, że jak się zgo­dzi­my, to nic się nie zmie­ni. To zawsze już będzie tak samo. Zamiast tego trwasz w bun­cie wobec rze­czy­wi­sto­ści i żyje­my w ilu­zji, kar­miąc się obra­za­mi tego, jak, według nas, spra­wy powin­ny wyglą­dać.
Co to powoduje?

Po pierw­sze nie jesteś w sta­nie dać dru­gie­mu czło­wie­ko­wi czy­li tutaj swo­je­mu nie­co inne­mu dziec­ku odczuć, że je kochasz. Takie jakie jest. Cały czas pod powierzch­nią wysy­łasz komu­ni­kat „nie jesteś taki, jaki miałeś/​aś być”. Kie­dy się nie zga­dzasz, nie możesz prze­ka­zać mu tego, że cie­szy Cię obec­ność jego dziec­ka, bo prze­cież wciąż coś jest nie tak.

Po dru­gie nie możesz doświad­czyć rado­ści z bycia mat­ką czy ojcem swo­je­go dziec­ka. Kie­dy cały czas sku­piasz się na tym jak nie powin­no być, tyl­ko to widzisz i trud­no Ci dostrzec te wszyst­kie pięk­ne chwi­le, któ­re są Waszym udziałem.

Po trze­cie cały czas jesteś w sta­nie wal­ki. Z rze­czy­wi­sto­ścią, ze złym losem, z defi­cy­ta­mi, ze sobą. Kie­dy sta­le się kłó­cisz z tym, cze­go doświad­czasz, nie pozo­sta­je Ci wie­le sił na co innego.

Po czwar­te sta­le doświad­czasz bra­ku, nigdy nie jest dobrze, bo cały czas nie robi tego i tego.

War­to zadać pyta­nie: a co jeśli nic by się mia­ło nigdy nie zmie­nić?
Co jeśli Two­je dziec­ko nigdy nie będzie mówić? Co jeśli nigdy nie będzie w peł­ni samo­dziel­ne?
Czy to ozna­cza, że masz nigdy nie zaznać spo­ko­ju?
Czy to zna­czy, że całe życie będziesz wal­czyć?
Na jak dłu­go wystar­czy Ci sił?

Masz do pod­ję­cia decy­zję:
możesz się zde­cy­do­wać trwać w nie­zgo­dzie i to ozna­cza, że cały czas będziesz powta­rzać to, co tak dobrze znasz a to i tak może w niczym nie zmie­nić sytuacji

albo

możesz zde­cy­do­wać się zgo­dzić na to, że jest tak jak jest i to ozna­cza, że mimo trud­ne­go sta­nu rze­czy poja­wi się miej­sce na radość, na praw­dzi­wą bli­skość, na spokój.

Kie­dy mój syn był w śpiącz­ce i nie wie­dzie­li­śmy, czy prze­ży­je, taką wła­śnie mia­łam do pod­ję­cia decy­zję. Cały czas trwać w pre­ten­sjach do nie­spra­wie­dli­we­go losu, przez co całą swo­ją uwa­gę prze­zna­czać na swój dys­kom­fort albo zgo­dzić się, że sko­ro nic nie mogę zro­bić, żeby zmie­nić jego stan, może mogę zro­bić naj­lep­szy uży­tek z tego trud­ne­go cza­su.
Wybra­łam to dru­gie. Sku­pia­łam się, żeby z nim być cia­łem i duchem. Mówi­łam do nie­go, doty­ka­łam na tyle, na ile mi pozwa­la­no, śpie­wa­łam ulu­bio­ne pio­sen­ki, czy­ta­łam książ­ki, opo­wia­da­łam, co w domu i co chcia­ła­bym z nim robić. Sie­dzia­łam obok i byłam. Z takim, jaki był wte­dy. Nie­przy­tom­nym, bez kon­tak­tu, nie­ru­cho­mym. Chcia­łam, żeby ten czas był naj­lep­szy, jak tyl­ko mógł być. Chcia­łam, żeby wie­dział, że jest w porząd­ku, że ja jestem spo­koj­na, że sobie pora­dzi­my. To był bar­dzo trud­ny czas. I to był dobry i waż­ny czas.

W takich samych kate­go­riach myślę o sytu­acji, kie­dy wyobra­żam sobie, że przy­cho­dzi syn i oznaj­mia, że jest gejem albo przy­cho­dzi cór­ka i oznaj­mia, że jest les­bij­ką. Co możesz zro­bić?
Możesz się prze­ciw temu bun­to­wać i trwać w nie­zgo­dzie, męcząc i sie­bie i dziec­ko albo możesz zde­cy­do­wać, że sko­ro tak jest, to jest , więc odnajdź­my się w tym wszy­scy jak naj­le­piej, by móc nadal cie­szyć się swo­ją obecnością.

I wresz­cie dia­gno­za auty­zmu albo też bez szcze­gól­nej dia­gno­zy okre­ślo­ne trud­no­ści w funk­cjo­no­wa­niu. Być może sytu­acja, gdy wkła­dasz mnó­stwo pra­cy a pro­gres jest zni­ko­my. Bun­tu­jesz się, prze­ciw­sta­wiasz się, mówisz, że to nie tak mia­ło być. Obwi­niasz cały świat za stan rze­czy, mówisz, jak to się nikt na niczym nie zna i nie potra­fi pomóc.

I co z tego? Co masz z tego bun­to­wa­nia się?
Co masz poza nara­sta­ją­cą fru­stra­cją, nie­mo­cą, roz­cza­ro­wa­niem?
Co masz poza tym, że sta­jesz się coraz bar­dziej nie­szczę­śli­wa?
Co ma z tego Two­je dziec­ko poza Two­im sta­łym z nie­go niezadowoleniem?

Bun­to­wa­nie się znasz na wyryw­ki. Umiesz to w każ­dą moż­li­wą stro­nę. Nicze­go nowe­go się tutaj nie nauczysz i nicze­go nowe­go się nie dowiesz.
Może więc czas na coś, cze­go jesz­cze nie znasz?

Co by było, gdy­byś się zgo­dzi­ła?
Co by było, gdy­byś się zgo­dzi­ła na to, co jest i jak jest?
Co by to zmie­ni­ło w Two­im życiu?

Zgo­da nie­sie spo­kój, przy­no­si radość. Akcep­ta­cja otwie­ra drzwi. Nie­ja­ko odblo­ko­wu­je zastój.
Cza­sem trud­no się oprzeć wra­że­niu, że dopó­ki się nie zgo­dzi­my na pew­ne rze­czy, zmia­na nie może nastą­pić. Jak­by nasz brak akcep­ta­cji zagar­niał prze­strzeń, któ­rą moż­na wypeł­nić czym innym. Nowym, rado­śniej­szym, peł­niej­szym, bliż­szym, łatwiejszym.

Czy zgo­da jest łatwa do osią­gnię­cia?
Wca­le nie. Co wię­cej to nie­ustan­ny pro­ces. To cią­gły tre­ning ser­ca i umy­słu. To zga­dza­nie się od nowa każ­de­go dnia.
Na tem­po roz­wo­ju. Na trud­no­ści. Na pyta­nia, na któ­re jesz­cze nie masz odpo­wie­dzi. Na to, że dane dzia­ła­nie jest sku­tecz­ne tyl­ko w pew­nym zakre­sie. Na pro­gres. Na ból. Na radość. Na trud. Na rozwiązania.

Co myślisz o tym, by rok 2017 był dla Cie­bie rokiem zgo­dy i akcep­ta­cji?
Co Ty na to, by nauczyć się wła­śnie tego?

Co masz do stracenia…?

Zasób 5

W Drodze... – by z autyzmem żyło się łatwiej

W Drodze… to mój bezpłatny newsletter, który wydaję od wielu lat i który stworzyłam, by Cię inspirować, podtrzymywać na duchu, skłaniać do zadawania pytań i szukania na nie odpowiedzi. Dzielę się w nim swoim doświadczeniem, swoimi obserwacjami i przemyśleniami dotyczącymi życia z autyzmem w tle. Informuję w nim także, co u mnie słychać, co zgłębiam, czego się uczę, czego uczę innych, więc jak chcesz być na bieżąco, zapisz się na mój newsletter* a w zamian zyskasz dostęp do dwóch seminariów, które dla Ciebie nagrałam.

Newsletter
w Drodze