Zmiana podejścia – co to znaczy?

Podziel się artykułem!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Sko­ro o podej­ściu, to może na począ­tek war­to uzgod­nić, co przez nie rozu­miem. Dla mnie podej­ście to coś, od cze­go powin­no się zaczy­nać. To spo­sób myśle­nia, rozu­mie­nia, patrze­nia. To zestaw zało­żeń, z jaki­mi wcho­dzi­my w rela­cję ze świa­tem, z inny­mi ludź­mi, z czło­wie­kiem w spek­trum auty­zmu, któ­re­go mamy przed sobą. Nie ma zna­cze­nia, czy to Two­je dziec­ko, brat, sio­stra, part­ner czy uczeń.

Spo­sób myśle­nia o samym auty­zmie i oso­bach w jego spek­trum zmie­niał się na prze­strze­ni lat. Kie­dyś obwi­nia­no za jego wystę­po­wa­nie chłód „matek-lodó­wek” w rela­cji z dziec­kiem. Dziś, na szczę­ście, już nikt nie ma takich pomy­słów, a pew­nie trud­no o bar­dziej emo­cjo­nal­nie zaan­ga­żo­wa­ne mat­ki niż te, ludzi z auty­zmem. Cza­sem zaan­ga­żo­wa­ne aż za bar­dzo. Widzie­li­śmy w prze­szło­ści pomy­sły, by pod­dać auty­stów tre­su­rze, nauczyć mecha­nicz­ne­go wyko­ny­wa­nia rze­czy w zamian za nagro­dę, bo głę­bo­ko wie­rzo­no, że nic nie czu­ją, nie myślą i na nic wię­cej ich nie stać. Nie­któ­rzy trwa­ją w tym prze­ko­na­niu, o zgro­zo, do dziś, uwa­ża­jąc, że pod­sta­wo­wym celem w pra­cy z oso­ba­mi w spek­trum jest uzy­ska­nie ich bez­względ­ne­go pod­po­rząd­ko­wa­nia się i posłu­szeń­stwa. Jesz­cze inni mówią o tym, że trze­ba za ludź­mi w spek­trum podą­żać, nie tłu­ma­cząc ich bli­skim, na czym pole­ga mądre podą­ża­nie, co nie­jed­no­krot­nie koń­czy się dość dra­ma­tycz­nie – obec­no­ścią w domu wszech­pa­nu­ją­ce­go wład­cy czy wład­czy­ni, któ­rym się wszy­scy mają pod­po­rząd­ko­wać i zapo­mnieć o swo­ich potrzebach.

Chy­ba niko­mu nie trze­ba tłu­ma­czyć, do cze­go pro­wa­dzą skraj­no­ści w rozu­mie­niu świa­ta. Ludz­kie dzie­je, tak­że te współ­cze­sne, dostar­cza­ją wystar­cza­ją­co dużo przy­kła­dów wyni­ka­ją­cej ze skraj­no­ści krzywdy.

Może zatem war­to, myśląc o podej­ściu, w cen­trum umie­ścić czło­wie­ka. Z jego potrze­ba­mi i stra­te­gia­mi, za pomo­cą któ­rych te potrze­by reali­zu­je. Z jego emo­cja­mi. Z jego spo­so­bem myśle­nia. Z jego spo­so­bem widze­nia świa­ta. Z jego odmien­ną od więk­szo­ści neu­ro­lo­gią. Czy to zna­czy, że my, ludzie z oto­cze­nia mamy zapo­mnieć o sobie, bo „oni” mają potrze­by, bo ich ukła­dy ner­wo­we są bar­dziej wraż­li­we, bo rze­czy się dla nich dzie­ją za szyb­ko? Abso­lut­nie nie! Jed­no­cze­śnie, kie­dy za cel nad­rzęd­ny sta­wia­my zoba­cze­nie czło­wie­ka, zro­zu­mie­nie go, znacz­nie łatwiej to wszyst­ko ukła­dać. Zro­zu­mie­nie innej neu­ro­lo­gii, jeśli się temu same­mu nie doświad­czy­ło, jest nie­moż­li­we, bo nie spo­sób sobie wyobra­zić, jak to jest np. wie­dzieć, co się chce powie­dzieć i jed­no­cze­śnie wypo­wia­dać coś zupeł­nie odmien­ne­go. Nie da się, po pro­stu się nie da. Jed­nak może­my pró­bo­wać, cho­ciaż na tzw. gło­wę zro­zu­mieć zja­wi­ska, któ­re w auty­stycz­nym doświad­cze­niu mają miej­sce, gdyż bez tego trud­no sen­sow­nie czło­wie­ka wspierać.

Wspie­rać, wspo­ma­gać. To kolej­ny aspekt podej­ścia. Wspo­ma­ga­nie zamiast poma­ga­nia. Dwie lite­ry wię­cej lub mniej, a jaka kolo­sal­na róż­ni­ca. Gdy Cię wspo­ma­gam, Tobie zosta­wiam całą moc. Trwam w uważ­no­ści, kie­dy będę mogła wspo­ma­ga­nie wyco­fać. Pil­nu­ję, by mnie w Two­im dzia­ła­niu było jak naj­mniej. Wypa­tru­ję momen­tu, gdy nie będę potrzeb­na i to uzna­ję za nasz wspól­ny sukces.

Im lepiej rozu­mie­my, z czym mie­rzą się ludzie w spek­trum i im lep­szy mamy wgląd, z czym mie­rzy­my się u samych sie­bie, tym więk­sze szan­se na poro­zu­mie­nie i znaj­do­wa­nie roz­wią­zań, któ­re bio­rą wszyst­kich pod uwa­gę. Wyma­ga to ogrom­nej otwar­to­ści, uważ­no­ści, kre­atyw­no­ści. Wyma­ga tak­że goto­wo­ści do kwe­stio­no­wa­nia swo­ich prze­ko­nań i cią­głe­go zada­wa­nia pytań: „a może cze­goś nie widzę?”; „a może jest ina­czej, niż mi się wyda­je?”; „a może się mylę?”. To wszyst­ko spra­wia, że budo­wa­nie w sobie odpo­wied­nie­go podej­ścia wyma­ga naj­wię­cej cza­su i wysiłku.

Czło­wiek z auty­zmem, z uwa­gi na roz­wój według odmien­ne­go niż typo­wy wzor­ca, nie wykształ­ca ze swo­im pod­sta­wo­wym opie­ku­nem np. rodzi­cem tzw. rela­cji uczest­nic­twa pro­wa­dzo­ne­go. Rela­cji opar­tej na zaufa­niu, kie­dy dziec­ko zda­je się śle­po na swo­je­go prze­wod­ni­ka, za któ­rym idzie w świat. W przy­pad­ku typo­we­go roz­wo­ju odby­wa się to samo­ist­nie i bez­wy­sił­ko­wo, a obie stro­ny intu­icyj­nie wcho­dzą w swo­je role. Gdy cho­dzi o ludzi z auty­zmem, taka rela­cja się nie wykształ­ca albo nie wykształ­ca się w peł­ni. Skut­ku­je to tym, że dziec­ko nie ma do swo­je­go rodzi­ca wystar­cza­ją­ce­go zaufa­nia, by się na nie­go w peł­ni zdać, a tym samym odbie­ra sobie szan­sę wcho­dze­nia u jego boku w nie­zna­ne sytu­acje. Lęk wygry­wa ze zda­niem się na prze­wod­ni­ka, więc pew­ne doświad­cze­nia nie mogą mieć miej­sca. Jako że mózg jest narzą­dem, któ­re­go roz­wój zale­ży od doświad­cze­nia, pew­ne połą­cze­nia z uwa­gi na brak doświad­czeń wytwo­rzyć się nie mogą, za to two­rzą się inne, wie­lo­krot­nie utrwa­la­ne przez powta­rza­nie. Za tym idzie mniej­sza ilość szla­ków neu­ro­nal­nych, któ­re umoż­li­wia­ją doko­ny­wa­nie w mózgu szyb­kich kon­fi­gu­ra­cji połą­czeń w odpo­wie­dzi na poja­wia­ją­ce się w oto­cze­niu sytu­acje do roz­wią­za­nia. To mię­dzy inny­mi dla­te­go tak trud­no ludziom w spek­trum auty­zmu radzić sobie na szyb­ko z tym, co się wokół nich dzieje.

Daw­niej uwa­ża­no, że nie ma szans, aby czło­wiek z auty­zmem mógł zoba­czyć w swo­im rodzi­cu, nauczy­cie­lu czy tera­peu­cie prze­wod­ni­ka po świe­cie, któ­re­go nie zna, któ­re­go cza­sem się boi. Już na wej­ściu prze­kre­śla­no szan­se na zbu­do­wa­nie z auty­stycz­nym dziec­kiem rela­cji uczest­nic­twa pro­wa­dzo­ne­go. Dziś wie­my, że jest to moż­li­we. Jeste­śmy w  sta­nie zbu­do­wać rela­cję opar­tą na zaufa­niu, któ­ra umoż­li­wi wej­ście w roz­ma­ite doświad­cze­nia, a tym samym wykształ­ce­nie kom­pe­ten­cji umoż­li­wia­ją­cych łatwiej­sze radze­nie sobie z cią­gle zmie­nia­ją­cym się świa­tem wokół. To wokół rela­cji prze­wod­nik-uczeń zbu­do­wa­ny jest Pro­gram Roz­wo­ju Rela­cji, czy­li tzw. RDI®. Jego twór­cy roz­ło­ży­li uczest­nic­two pro­wa­dzo­ne oraz tzw. inte­li­gen­cję dyna­micz­ną na czyn­ni­ki pierw­sze i dają nam narzę­dzia, by mogły ona stać się udzia­łem ludzi w spek­trum i ich rodzin. I bynaj­mniej nie cho­dzi tu o zro­bie­nie z czło­wie­ka auty­stycz­ne­go oso­by neu­ro­ty­po­wej, co czę­sto zarzu­ca się auto­rom RDI. Pro­gram ma na celu wspo­móc w wykształ­ce­niu kom­pe­ten­cji, któ­re są potrzeb­ne, by łatwiej nawi­go­wać w sta­le zmie­nia­ją­cej się codzienności.

Nie wystar­czy samo uświa­da­mia­nie spo­łe­czeń­stwa i zmia­na jego podej­ścia pole­ga­ją­ca na akcep­ta­cji skut­ków odmien­nie dzia­ła­ją­ce­go mózgu ludzi z auty­zmem. Potrzeb­na też jest zmia­na podej­ścia, że może war­to uczyć umie­jęt­no­ści, któ­re zwy­czaj­nie uła­twia­ją życie. I samym ludziom z auty­zmem, i ich otoczeniu.

Zasób 5

W Drodze... – by z autyzmem żyło się łatwiej

W Drodze… to mój bezpłatny newsletter, który wydaję od wielu lat i który stworzyłam, by Cię inspirować, podtrzymywać na duchu, skłaniać do zadawania pytań i szukania na nie odpowiedzi. Dzielę się w nim swoim doświadczeniem, swoimi obserwacjami i przemyśleniami dotyczącymi życia z autyzmem w tle. Informuję w nim także, co u mnie słychać, co zgłębiam, czego się uczę, czego uczę innych, więc jak chcesz być na bieżąco, zapisz się na mój newsletter* a w zamian zyskasz dostęp do dwóch seminariów, które dla Ciebie nagrałam.

Newsletter
w Drodze