O „autystycznym” ojcu

Podziel się artykułem!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Kie­dy u nasze­go dziec­ka zaczy­na­ją się trud­no­ści, coś nas zaczy­na nie­po­ko­ić, cała uwa­ga nas, kobiet, kie­ru­je się na dziec­ko. Wpa­da­my w wir poszu­ki­wań, dia­gno­zo­wa­nia, spę­dza­my godzi­ny przy­kle­jo­ne do moni­to­ra kom­pu­te­ra, wer­tu­jąc stro­ny inter­ne­to­we, niczym myśli­wy polu­ją­cy na wiel­ką zdo­bycz. Kie­dy już odej­dzie­my od kom­pu­te­ra, roz­po­czy­na­my tera­pię jed­ną, dru­gą, trze­cią… W mię­dzy­cza­sie usi­łu­je­my ogar­nąć dom, aż w koń­cu pada­my na nos ze zmę­cze­nia, zapo­mi­na­jąc o bożym świe­cie.
Jeśli nasz part­ner jest aser­tyw­ny, przy­po­mni nam o sobie i upo­mni się o czas dla sie­bie. Czę­sto­kroć jed­nak, rów­nie zagu­bio­ny w sytu­acji jak my, wyco­fu­je się i nagle zda­je­my sobie spra­wę, że o nim zapo­mnia­ły­śmy. Smut­ne. Zapo­mi­na­my o nim, zapo­mi­na­my o sobie. Gdzieś roz­my­wa się nasza rela­cja i stop­nio­wo ojciec zosta­je spro­wa­dzo­ny do mar­gi­nal­nej roli.Bynajmniej nie jest moim celem opo­wia­dać się po któ­rej­kol­wiek ze stron, bo prze­cież to nie kon­flikt zbroj­ny tyl­ko rodzi­na. Każ­dy ele­ment tej ukła­dan­ki jest tak samo waż­ny, bo bez nie­go ukła­dan­ka nie stwo­rzy cało­ści. Zara­zem pra­gnę poru­szyć parę spraw, o któ­rych gdzieś na co dzień wszy­scy zapominamy.Mam to szczę­ście pra­co­wać w wie­lo­ma ojca­mi i obser­wo­wać wszel­kie moż­li­we cha­rak­te­ry­sty­ki: ojciec tzw. kor­po­ra­cyj­ny, któ­ry wycho­dzi do pra­cy, zara­bia dobre pie­nią­dze, nato­miast nie anga­żu­je się w pra­cę dziec­kiem, pozo­sta­wia­jąc to wszyst­ko na bar­kach mat­ki, któ­ra pra­cu­je zawo­do­wo lub zosta­je w domu, by ogar­niać wszyst­ko na miej­scu, kie­dy on spo­koj­nie pra­cu­je. Inny ojciec to taki, któ­ry ma bar­dzo rucho­me godzi­ny pra­cy, dużo wol­ne­go cza­su i anga­żu­je się w tera­pię z dziec­kiem czę­sto bar­dziej od mat­ki. Jesz­cze inny dużo pra­cu­je a po pra­cy więk­szość cza­su spę­dza z dziec­kiem, żeby odcią­żyć choć na chwi­lę mat­kę. Jest też inny typ ojca któ­ry w żaden spo­sób nie anga­żu­je się szcze­gól­nie w życie rodziny.To, jak podzie­li­my się obo­wiąz­ka­mi zale­ży od naszej umo­wy. Czę­sto „z auto­ma­tu” wcho­dzi­my w tzw. tra­dy­cyj­ny podział obo­wiąz­ków, tzn. on pra­cu­je na zewnątrz, ona pra­cu­je w domu, choć nie zawsze. Nie ma zna­cze­nia, jaki model wybie­rzesz. Liczy się tyl­ko, żeby to dobrze dla was pra­co­wa­ło. Oso­bi­ście nie lubię dys­ku­sji na temat tego, co kto powi­nien robić, bo uwa­żam, że to bar­dzo indy­wi­du­al­na spra­wa każ­dej rodzi­ny i to ona musi zna­leźć zło­ty śro­dek dla sie­bie, o ile tako­wy istnieje.Być może czę­sto, jako mat­ka dziec­ka z auty­zmem, mia­łaś żal do swo­je­go part­ne­ra, że nie wie na ten temat tyle, co ty, nie inte­re­su­je się tema­tem, nie jest zaan­ga­żo­wa­ny. Czę­sto same to pogłę­bia­my, prze­sta­jąc mówić mu o tym, co robi­my. Pamię­taj, że on się boi tak samo, jak ty a może jesz­cze bar­dziej. Boi się , bo nie rozu­mie, ale zagłę­bić się w to boi się jesz­cze bar­dziej, bo cza­sem lepiej nie wie­dzieć. Przy­po­mi­na mi się histo­ria, kie­dy jed­na z mam na infor­ma­cję, że na pierw­szą wizy­tę rodzi­ce muszą przy­je­chać razem, powie­dzia­ła „Ale mąż nie chce sły­szeć o auty­zmie. Dla nie­go sło­wo autyzm nie ist­nie­je”. Jakoś go jed­nak przy­cią­gnę­ła i do koń­ca życia będę pamię­tać moment, kie­dy po pierw­szej roz­mo­wie ten tata ze łza­mi w oczach wyznał „Teraz ja już rozu­miem. Będę pra­co­wał z synem”.
Wszy­scy oba­wia­my się tego, cze­go nie zna­my, wła­śnie dla­te­go że nie zna­my. Kie­dy zaczy­na­my pozna­wać, oka­zu­je się, że nie trze­ba się bać i moż­na zacząć dzia­łać. Dla­te­go edu­kuj swo­je­go „chło­pa”, nie spy­chaj na bok. Jeśli macie się bać, bój­cie się razem. Będzie Wam raźniej.Mężczyzna się nie domy­śla. Jeśli jesz­cze tego nie odkry­łaś, naj­wyż­sza pora. Jeśli chcesz, żeby coś zro­bił z dziec­kiem, naj­czę­ściej musisz mu o tym wprost powie­dzieć. Naj­le­piej powiedz dokład­nie, o co cho­dzi, daj wytycz­ne. Pamię­taj jed­no­cze­śnie, by zro­bić to nie z pozy­cji wszech­wie­dzą­cej mat­ki-super­men­ki, ale rów­ne­go part­ne­ra. Praw­do­po­do­bień­stwo, że speł­ni Two­ją proś­bę, jest większe.Zgódź się na to, by Twój part­ner miał z dziec­kiem swój rytu­ał. Jeśli będzie to tyl­ko wspól­ne wyj­ście na spa­cer, też dobrze. Ciesz się cho­ciaż tą krót­ką chwi­lę, kie­dy możesz na moment ode­tchnąć. Oso­bi­ście uwiel­biam patrzeć na męż­czyzn – duże­go i małe­go – idą­cych ramię w ramię. Nawet nie muszą roz­ma­wiać. Widać tę spe­cy­ficz­ną męską więź, jak­że róż­ną od naszej, matczynej.Pamiętaj, że obo­je jeste­ście tak samo zmę­cze­ni. Ty masz stre­sy i pra­cę w domu i przy dziec­ku a on tam, gdzie­kol­wiek pra­cu­je. Kie­dy on wra­ca z pra­cy, Ty ocze­ku­jesz i trud­no Ci się dzi­wić, że on natych­miast przej­mie pałecz­kę. Cze­ka­łaś cały dzień, żeby na chwi­lę Cię zwol­nił. Daj mu jesz­cze moment, żeby odna­lazł się w domo­wej rze­czy­wi­sto­ści, nakarm (zazna­czam, że piszę to jako ja, znaj­du­ją­ca przy­jem­ność w kar­mie­niu swo­je­go męż­czy­zny, co nie ozna­cza, ze uwa­żam, że wszyst­kie mamy tak robić) a potem niech przej­mie two­je obo­wiąz­ki, byś Ty mogła zająć się inny­mi. Pamię­taj, że on wbrew pozo­rom ma trud­niej. My, kobie­ty, może­my sobie popła­kać, cza­sem nawet pouża­lać się (jak ktoś lubi), poga­dać z kole­żan­ką. On zgod­nie z ocze­ki­wa­nia­mi spo­łecz­ny­mi musi być „twar­dy”. Czę­sto więc, żeby prze­trwać w tej trud­nej rze­czy­wi­sto­ści, jaką jest autyzm, przy­bie­ra maskę nie­za­an­ga­żo­wa­ne­go, bo nie widzi innej drogi.Zaplanuj chwi­lę dla nie­go, kie­dy jesteś napraw­dę obec­na i całą uwa­gę możesz poświę­cić Wam oboj­gu. To nie musi być nie wia­do­mo jak dłu­go, waż­ne by było regu­lar­nie. Wspól­ne chwi­le, choć­by przy her­ba­cie, bar­dzo łączą. Jak mu dasz tro­chę sie­bie, on chęt­niej będzie reali­zo­wał Two­je proś­by, bo będzie miał poczu­cie, że to Wasze wspól­ne przedsięwzięcie.Rodzina to sta­do. Sfo­ra. Wszy­scy są waż­ni, wszy­scy mają do ode­gra­nia swo­ją rolę.
Męż­czy­zna, ojciec, to zupeł­nie inna ener­gia. Yang. Ogień. Tyl­ko on jest w sta­nie zapew­nić dziec­ku pew­ne doświad­cze­nia, bo my, choć­by­śmy nie wiem jak się sta­ra­ły, męż­czy­zną się nie sta­nie­my. Zrób­my więc Tacie tro­chę miejsca.

Zasób 5

W Drodze... – by z autyzmem żyło się łatwiej

W Drodze… to mój bezpłatny newsletter, który wydaję od wielu lat i który stworzyłam, by Cię inspirować, podtrzymywać na duchu, skłaniać do zadawania pytań i szukania na nie odpowiedzi. Dzielę się w nim swoim doświadczeniem, swoimi obserwacjami i przemyśleniami dotyczącymi życia z autyzmem w tle. Informuję w nim także, co u mnie słychać, co zgłębiam, czego się uczę, czego uczę innych, więc jak chcesz być na bieżąco, zapisz się na mój newsletter* a w zamian zyskasz dostęp do dwóch seminariów, które dla Ciebie nagrałam.

Newsletter
w Drodze