Odpuszczasz czy kontrolujesz?

Podziel się artykułem!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Pew­nie nie­je­den raz sły­sza­łaś, gdy ktoś Ci mówił, żebyś odpu­ści­ła. „Prze­stań się tak spi­nać; daj mu/​jej spo­kój; wylu­zuj; popuść cugle; odpuść”. Znasz to? Jasne, że znasz i co z tego, kie­dy nie potra­fisz tego zro­bić? W teo­rii wiesz na ten temat wszyst­ko, nawet może czy­ta­łaś książ­ki o per­fek­cjo­ni­zmie, ale… i tak nie odpusz­czasz. Dlaczego?

Bar­dzo czę­sto na sku­tek tkwie­nia w prze­ko­na­niu, że odpusz­cze­nie to układ zero-jedyn­ko­wy. Jak odpusz­czasz, to odpusz­czasz wszyst­ko. Rezy­gnu­jesz ze wszyst­kie­go. Ole­wasz i niech się dzie­je wola nie­ba. A to prze­cież nie tak. Odpusz­cze­nie może być szu­ka­niem środ­ka, w któ­rym jest miej­sce i na pra­cę, na zada­nia, i na nic nie­ro­bie­nie i odpo­czy­wa­nie. Ten śro­dek to punkt odnie­sie­nia, któ­ry pozwa­la Ci zoba­czyć, gdzie jesteś oraz nawra­cać, gdy za bar­dzo zbo­czysz z kursu.

Zde­cy­do­wa­nie czę­ściej niż posta­wę odpusz­cza­nia wśród nas – rodzi­ców, nauczy­cie­li i tera­peu­tów pra­cu­ją­cych z oso­ba­mi w spek­trum moż­na spo­tkać posta­wy opar­te na kon­tro­li. Kon­tro­la śro­do­wi­ska, kon­tro­la pro­gre­su, kon­tro­la ludzi wokół, kon­tro­la zacho­wa­nia czło­wie­ka, kon­tro­la jego wybo­rów, kon­tro­la spo­so­bu spę­dza­nia cza­su, kon­tro­la…
Dąże­nie do kon­tro­lo­wa­nia wyni­ka z ilu­zji, w któ­rej tkwi­my, że jeste­śmy w sta­nie kon­tro­lo­wać cokol­wiek i kogo­kol­wiek inne­go poza sobą samym. Nie jeste­śmy. Nie jesteś. Wszę­dzie tam, gdzie w grę wcho­dzą inni ludzie, inne czyn­ni­ki, Twój zakres kon­tro­li oraz wpły­wu zna­czą­co male­je. Przyj­rzyj się róż­nym swo­im przed­się­wzię­ciom i ich sku­tecz­no­ści. Tam, gdzie wszyst­ko zale­ża­ło od Cie­bie, mogłaś kon­tro­lo­wać, ale tam, gdzie docho­dzi­ły dzia­ła­nia innych ludzi, mogłaś jedy­nie liczyć na to, że spra­wy poto­czą się zgod­nie z Two­im wyobrażeniem.

Z cze­go bie­rze się potrze­ba kontroli?

Ze stra­chu, z nie­po­ko­ju, któ­re­go źró­dłem jest wyobra­że­nie o tym, jak coś może pójść nie tak. Nie tak się zaj­mą Two­im dziec­kiem – kon­tro­lu­jesz. Nie tak chłop nakar­mi czy zro­bi ćwi­cze­nia – spraw­dzasz. Nie tak jak trze­ba będą pra­co­wać – inge­ru­jesz. Oczy­wi­ście, cza­sem są do tej inge­ren­cji istot­ne prze­słan­ki i to jest zupeł­nie inna sytu­acja. Myślę tu o kon­tek­stach, gdy już na wej­ściu włą­czasz kon­tro­lę i usta­wiasz wszyst­kich i wszyst­ko pod linij­kę, poga­niasz, spraw­dzasz, dyk­tu­jesz.
Z bra­ku prze­wi­dy­wal­no­ści, a tym samym ele­men­tar­ne­go poczu­cia bez­pie­czeń­stwa, co wymu­sza narzu­ce­nie tego, co znasz i w czym czu­jesz się pew­nie, i wbrew pozo­rom nie doty­czy to tyl­ko ludzi w spek­trum auty­zmu, ale wszyst­kich nie­za­leż­nie od neu­ro­ty­pu.
Z bra­ku zaufa­nia w dobry bieg spraw, w to, że Wszech­świat Ci sprzy­ja, że roz­wią­za­nie gdzieś cze­ka, że pro­ces ma swo­ją wła­sna dynamikę.

Tak jak kon­tro­la jest nie­ro­ze­rwal­nie zwią­za­na z nie­po­ko­jem, tak odpusz­cze­nie – z zaufaniem.

Odpusz­cze­nie to prze­ko­na­nie, że mniej zna­czy wię­cej. Wyra­bia­nie 150% pla­nu jesz­cze niko­go nie uszczę­śli­wi­ło, a życie nie pole­ga na udo­wad­nia­niu, jak wie­le dasz radę wziąć na swo­je barki.

Odpusz­cze­nie to pięk­ny moment, gdy całą sobą uzna­jesz, że nie jesteś w sta­nie wszyst­kie­go kon­tro­lo­wać, co wię­cej wca­le nie ma takiej potrze­by. To chwi­la, gdy już rozu­miesz, że nie musisz robić wszyst­kie­go, a wystar­czy, że sys­te­ma­tycz­nie będziesz robić „małe” dzia­ła­nia, któ­re mają zna­cze­nie. To czas, gdy już wiesz, że nie cho­dzi o to, by cały czas mieć spię­te poślad­ki, bo trud­no wte­dy siedzieć.

Odpusz­cze­nie to uzna­nie, że spra­wy toczą się swo­im bie­giem, a Ty ze swo­jej stro­ny zro­bi­łaś, co mogłaś i dalej pozwa­lasz rze­czom się dziać. To zaufa­nie do pro­ce­su, tak­że tego, jakim jest dro­ga Two­je­go dziec­ka, Two­je­go ucznia oraz Two­ja wła­sna. To zaufa­nie, że to, że nie widzisz natych­mia­sto­we­go efek­tu swo­ich drob­nych dzia­łań, nie zna­czy, że one się nie kumu­lu­ją, by kie­dyś wytry­snąć fon­tan­ną dobra. Gdzieś w głę­bi prze­cież toczy się pro­ces, któ­ry ma wła­sną dyna­mi­kę, któ­ry rzą­dzi się swo­imi pra­wa­mi. Cza­sem wyma­ga, by przy­sta­nąć, cza­sem, by się cof­nąć, cza­sem zmie­nić nie­co kie­ru­nek i to jest OK. Zaufaj mu. Odpuść.

Odpusz­cze­nie to zaufa­nie Wszech­świa­tu i zgo­dze­nie się, że czło­wiek z auty­zmem nie jest popsu­ty i nie potrze­bu­je, żeby go napra­wiać. To zaufa­nie do moż­li­wo­ści, któ­rych czę­sto tzw. neu­ro­ty­po­we oko na „dzień dobry” nie widzi. To uzna­nie, że jest wie­le spo­so­bów na zaspo­ko­ja­nie potrzeb. To prze­ko­na­nie, że są roz­wią­za­nia, nawet jeśli jesz­cze na nie nie wpa­dłaś. To pozwo­le­nie sobie, by było łatwiej.

Odpuść. Pozwól. Oddychaj.

Zasób 5

W Drodze... – by z autyzmem żyło się łatwiej

W Drodze… to mój bezpłatny newsletter, który wydaję od wielu lat i który stworzyłam, by Cię inspirować, podtrzymywać na duchu, skłaniać do zadawania pytań i szukania na nie odpowiedzi. Dzielę się w nim swoim doświadczeniem, swoimi obserwacjami i przemyśleniami dotyczącymi życia z autyzmem w tle. Informuję w nim także, co u mnie słychać, co zgłębiam, czego się uczę, czego uczę innych, więc jak chcesz być na bieżąco, zapisz się na mój newsletter* a w zamian zyskasz dostęp do dwóch seminariów, które dla Ciebie nagrałam.

Newsletter
w Drodze